zobacz wypowiedzi specjalistów przeglądaj forum bez reklam

ALICE MILLER inne spojrzenie na traktowanie dzieci

stefani

 
Przybliżam postać A. Miller, (nie prezentowaną bliżej na forum) za pomocą fragmentu jej książki pt. "Zakazana wiedza"

[pl.wikipedia.org/wiki/Alice_Miller]



ALICE MILLER -

Zakazana wiedza, rozdział IV

TEORIE-TARCZE



"Najgoręcej bronione opinie to najczęściej nie te, które uznajemy za najsłuszniejsze, lecz te, które najbardziej zgadzają się z naszym systemem przekonań nabytym w wyniku wychowania. Tworząc dogmaty z tych fałszywych przekonań jednostka broni się przed swoim własnym bolesnym przebudzeniem. Freudowskie teorie dotyczące dziecięcej seksualności, kompleksu Edypa i instynktu śmierci pełnią tę samą rolę. Na podstawie swych badań, w części opartych na hipnozie, Freud odkrył, że jego wszystkie pacjentki i wszyscy pacjenci byli dziećmi maltretowanymi i opowiadali swoje historie w języku symptomów (S.Freud, 1896). Ogłaszając wyniki swych odkryć w środowisku psychiatrycznym w 1896 Freud znalazł się całkowicie sam ze swoją wiedzą, której żaden z jego kolegów, specjalistów w tej dziedzinie, nie podzielał. Nie potrafił długo wytrzymać tej izolacji. Parę miesięcy później, w 1897 roku, zakwalifikował opowiadania swych pacjentów o wykorzystaniu seksualnym jako czyste fantazje wynikające z pierwotnych potrzeb popędowych. Uśpienie ludzkości, nagle gwałtownie zachwiane, mogło trwać sobie dalej.

Każdy, kto konfrontowany jest z faktem maltretowania dzieci i widzi u innych rozmiar wyparcia i zaprzeczenia tamtej rzeczywistości, jest wstrząśnięty, gdyż nasuwa się wtedy pytanie: "A jak było ze mną?". Jeśli osoby, które z cała pewnością były ofiarami najstraszniejszego traktowania mogły to stłumić w takim stopniu to na jakiejś podstawie ja mogę mieć przekonanie, że pamięć mnie nie myli? Pytanie to nasunęło się również Freudowi, gdy był jeszcze podatny na pytania i nie uzbroił się w swoje teorie by się przed tą niewiadomą bronić. Wziął pod uwagę przeróżne hipotezy, między innymi gwałtownie oskarżał ojca, co widoczne jest w jego liście do Fliess'a:

"Niestety, mój własny ojciec należał do takich perwersyjnych osobników i stał się przyczyną histerii mojego brata oraz niektórych moich młodszych sióstr. Częstość tego typu relacji często dawała mi do myślenia" (list 120, w S.Freud, 1986, str.245).

Każdy chyba zrozumie rozmiar lęków, jakie rodziły się w nim pod wpływem podobnych oskarżeń w stosunku do własnego ojca. Myśli te miały na pewno dużo bardziej niebezpieczny wydźwięk sto lat temu. Być może Freud znalazłby w sobie siłę by zweryfikować te hipotezy na temat ojca gdyby był w jego otoczeniu ktokolwiek, kto by go w tym podtrzymał i wsparł. Lecz nawet jego najbliższy przyjaciel, Wilhelm Fliess okazał się nieprzemakalny na odkrycia Freuda. Natomiast jego syn Robert Fliess, który stał się później psychiatrą i analitykiem, opublikował trzy dzieła, w których dostarczył bardzo ważnych informacji na temat nadużyć seksualnych dokonywanych przez rodziców na dzieciach. Trzeba było dziesięcioleci by on sam mógł się zorientować, że w wieku dwóch lat stał się ofiarą wykorzystania seksualnego ze strony swego ojca i że współgrało to bardzo ściśle z momentem, gdy Freud odwrócił się od prawdy. Robert Fliess upublicznił swą własną historię przytaczając ją w swojej książce, ponieważ był przeświadczony, że jego ojciec przeszkodził Freudowi w większym zaangażowaniu się w rozwój teorii dziecięcych traumatyzmów. To wszystko, co się wydarzyło, poza wszystkim innym, spowodowało, w ocenie Roberta Fliessa, gwałtowne poczucie winy u jego ojca (R.Fliess, 1973). Trudno jest z dystansu oceniać słuszność tego przypuszczenia.

Mamy całe mnóstwo innych możliwych wyjaśnień na temat tego, dlaczego Freud w 1897 zaparł się prawdy. Wszystkie one posiadają jeden punkt wspólny: przyczyna tego ciężkiego w skutkach posunięcia związana była z prywatnym życiem Freuda.

Możliwe, że wszystkie te czynniki grały mniej lub bardziej istotną rolę i nawzajem się uzupełniały. Cała ich skuteczności polega na przekazie: "Niczego nie będziesz zauważał", który jeszcze dziś przeszkadza nam widzieć to, co rodzice czynią swoim dzieciom. Pomimo władzy tego przekazu znalazła się pewna liczba terapeutów, jak Sandor Ferenczi i Robert Fliess, którzy podjęli próbę wyzwolenia się spod tego zaboru. Jednakże bez poddania w wątpliwość swoich rodziców, bez lęków i cierpień, jakie wywołuje odrzucenie naszych iluzji, bez pomocy i wsparcia innych, którzy również chcieliby przezwyciężyć swoje zaślepienie lub już im się to udało, nie ma szansy osiągnąć tej autonomii i jasności spojrzenia. Właśnie dlatego w gruncie rzeczy nie jest niczym dziwnym, że Zygmunt Freud uległ przed stu laty temu przekazowi, swojemu lękowi i swojemu wyparciu.

Wilhelm Reich, nieco później, zrobił to samo: opracował teorię umożliwiającą mu obronę przed cierpieniem dziecka, jakim niegdyś był, dziecka poddanego bardzo wcześnie ciągłym nadużyciom seksualnym. Zamiast odczuć ból bycia zdradzonym przez dorosłych, do których miał zaufanie i od których musiał zaznać coś, przed czym nie mógł się obronić, Reich podtrzymywał całe życie, aż do osiągnięcia stanu psychozy: "chciałem tego, to było to, czego potrzebowałem i czego potrzebuje każde dziecko".

Całe nasze zrozumienie dla Reicha i Freuda nie musi nam przeszkadzać w zdaniu sobie sprawy, że swoją teorią popędów Freud uczynił ludzkości wiele zła. Zamiast zająć się na poważnie swoją rozpaczą zabezpieczył się przed jej odczuwaniem za pomocą teorii popędów. Chociaż utworzył on szkołę i przekształcił swoje tezy w dogmaty to jednak dokonał instytucjonalizacji zaprzeczenia, co nadało kłamstwom pedagogiki naukowe uprawomocnienie. W efekcie freudowskie dogmaty pokryły się z rozprzestrzeniającą się koncepcją, że dziecko jest z natury swej złe i dorosły musi je kształtować poprzez wychowanie. Ta nieprawdopodobna zgodność z pedagogiką przysporzyła psychoanalizie wielkiego prestiżu w społeczeństwie i fałsz tych dogmatów pozostał długo niezauważony.

Teorie te znajdują w pedagogice takie wsparcie, że nawet ruchy kobiece nie dostrzegły zafałszowania prawdy. W ten sposób teoria popędów mogła być uznawana nawet przez zaangażowane kobiety za postęp a nie za zaprzeczanie prawdzie o maltretowaniu dzieci.

Wiele osób uważa, że jeśli niektórzy psychoanalitycy są odcięci od rzeczywistości to nie należy tego przypisywać Freudowi, który był w końcu genialnym odkrywcą. Mniej więcej to samo mówi się o Jungu - ojcowie są idealizowani kosztem swoich "synów" i "córek". Lecz to nie oni wymyślili psychoanalizę, to "ojciec", który z zaprzeczania prawdzie uczynił dogmat utrudnił swoim "synom" i "córkom" zrobienie użytku z oczu i uszu. Mieli oni niewielką szansę by obalić te twierdzenia przy pomocy swoich doświadczeń gdyż dogmatów się nie obala. Dogmat przeżywa lęk, jaki mają jego adepci nie mogąc być członkami grupy. Czerpie swoją siłę z tego lęku i ta właśnie władza sprawia, iż mężczyźni i kobiety mogą "pracować" trzydzieści do czterdziestu lat, codziennie, z pacjentami, nie zdając sobie sprawy, że Ci są ofiarami maltretowania w dzieciństwie, zaś sami pacjenci również nie mają dostępu do swojej prawdy.

Gra polegająca na słowach, skojarzeniach i spekulacjach, których bazą są "fantazje" pacjentów oraz brak zainteresowania tym, co jest pod spodem, rzeczywistością dzieciństwa, sprawia, że rezultatom nie tylko brak precyzji, lecz i niezbędnej wiarygodności; są nie do zweryfikowania.

Uważam, że stworzenie dogmatu z teorii popędów powinno być zarzutem postawionym samemu twórcy psychoanalizy. Kiedy człowiek definiuje jako wielkie odkrycie naukowe coś, co jest odmową zobaczenia prawdy i tworzy szkołę, która utrzymuje swych uczniów w zaślepieniu, nie chodzi tu już jedynie o sprawę osobistą. Jest to zamach przeciw dobru ludzkości, nawet jeśli jest on nieświadomy. Czy byłoby to możliwe gdyby ludzie byli świadomi swojej sytuacji, swojej historii i swojej odpowiedzialności?

Przez ostatnie lata nauczyłam się więcej niż przez resztę mojego życia na temat sytuacji dziecka na łonie współczesnego społeczeństwa i na temat blokad myślowych i uczuciowych u osób posiadających wykształcenie psychoanalityczne. Blokady te sprawiają, że pacjenci poddawani są długiemu leczeniu, które jedynie wzmacnia ich dziecięce poczucie winy, co może tylko skutkować depresją. Najłatwiejszym wyjściem z chronicznych stanów depresyjnych jest decyzja o staniu się psychoanalitykiem. Wyparcie, wzmocnione przez teorie chroniące przed prawdą może być wtedy nadal podtrzymywane - tym razem ze szkodą dla innych.

Psychoanaliza określana jest, niesłusznie, jako "postępowa" i "rewolucyjna" i trzyma się ona tych określeń jak swoich dogmatów. Młody człowiek nie zaakceptowałby dzisiaj gdyby jego stuletni przodek mówił mu, co jest postępem. Tymczasem pozwala by mu to mówiono ustami jego psychoanalityka w imieniu Freuda, nie zauważając zupełnie, że tym samym podtrzymuje postawy liczące sobie sto lat i nigdy niepoddane rewizji, gdyż dogmatów się nie modyfikuje. Poprzez wpływ psychoanalityka na jego pacjentów działanie tych dogmatów rozprzestrzenia się poza środowiska specjalistów utrudniając dostęp do prawdy.

Często słyszę, że psychoanalizie zawdzięczamy odkrycie złego traktowania dzieci. Podobne pomyłki pozwalają zmierzyć zamęt panujący w tym zakresie, gdyż psychoanaliza zahamowała jeszcze bardziej dostęp do prawdy i do wiedzy. Nie jestem zdziwiona tym zamieszaniem: sama poświęciłam wiele czasu by to odkryć. Oczywiście nie wierzyłam w dogmaty, lecz nie potrafiłam zrozumieć funkcji, jaką miały one pełnić: nie rozumiałam, że uniemożliwiały one potraktowanie poważnie nowych faktów i uznanie wcześniej popełnionych błędów.

Wśród licznych listów, jakie dostaję i które to stwierdzają znajduje się jeden list od znanego analityka piszącego, że przez czterdzieści lat swej praktyki psychoanalitycznej nieomal nie spotykał ofiar wykorzystania seksualnego. Kilka kobiet wprawdzie wspomniało coś o agresji seksualnej, lecz "okazało się" podczas pracy analitycznej, że chodziło, o wynikające z dziecięcej potrzeby fantazje uwiedzenia ojca i doprowadzenia do aktu seksualnego by następnie wykorzystać to przeciwko matce. Opierając się na autorach psychoanalitycznych, jak Fenichel i Nurnberg, autor listu twierdził, że każde dziecko znajdywałoby przyjemność w relacjach seksualnych z rodzicami gdyby tylko kazirodztwo nie było zakazane. Poczucie winy i nerwica pojawiały się jedynie dlatego, że normy społeczne zakazują tego typu stosunków i właśnie ten zakaz stanowi problem. List ten, oraz wiele innych, jakie dostałam, ukazują z przerażającą jasnością dokąd może doprowadzić klasyczna psychoanaliza, jeśli chodzi o zaprzeczanie prawdzie. Jeśli wierzyć twórcy psychohistorii, Lloyd'owi de Mause, już w 1986 roku oceniano, że ponad połowa kobiet amerykańskich przeżyła nadużycia seksualne w dzieciństwie. (L. de Mause. 1987)

Viviane Clarac opowiada w swojej książce (1985) jak w wieku pięciu lat została zgwałcona przez swego ojca, dyplomatę wysokiego szczebla, który następnie nadużywał jej seksualnie przez kolejnych dziesięć lat. W wieku dwudziestu pięciu lat, nie mogąc dłużej nieść samotnie tego sekretu, udała się do centrum dla zgwałconych kobiet. Osoba, która ją przyjęła próbowała jej wytłumaczyć, że "stosunki kazirodcze" są częste i że nie musi ona odczuwać wstydu z powodu swej przyjemności. Cała nadzieja na bycie zrozumianą zawaliła się u niej w wyniku tej rozmowy. Umówiła się na kolejne spotkanie, lecz nigdy tam nie wróciła. Po co miałaby wracać? Jednakże wiele kobiet wraca i pozwala by wprowadzano zamęt w ich życie.

Nie wiem dlaczego terapeutka ta wybrała taką formułę, która maskuje poważne nadużycie dokonane na dziecku i zwodzi ofiarę. Nie wiem jakie czynniki osobiste czynią ją ślepą lecz wiem dlaczego nie może ona ich odkryć i skąd bierze się u niej taka postawa. Znam te zasady dzięki mojej własnej edukacji i dzięki psychoanalitycznemu wykształceniu; rodzice zawsze byli niewinni. Ten punkt widzenia jest tak mocno zakotwiczony w umysłach, że wiele osób nie widzi jasno konsekwencji, jakie może mieć dla ofiary fakt, że nadużycie władzy, zdrada, a nawet gwałt zostają zakwalifikowane jako normalne "relacje" lub fantazje. Nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie horroru, jakiemu poddane bywają codziennie dzieci. Freud skutecznie zamknął drzwi przed uświadomieniem sobie przez społeczeństwo jak bardzo krzywdzone są dzieci i tak sprytnie schował do nich klucze, że trudno było je odnaleźć przez kilka pokoleń. Jeszcze dziś trudno znaleźć freudystów gotowych powiedzieć: "Jak można było nie dostrzec tego przez tak długi czas? Przez sto lat słuchaliśmy osób będących maltretowanymi dziećmi i jedynie wzmacnialiśmy w nich tłumienie prawdy. Chciały one wierzyć, że nic je nie spotkało i wolały utrzymywać swoje symptomy. Staliśmy się poplecznikami kłamstwa!" Zamiast tego wszyscy oni chórem powtarzali to samo: "Freud nigdy nie zaprzeczał, że poza fantazjami o wykorzystaniu seksualnym może istnieć rzeczywiste wykorzystanie, lecz jego ofiary rzadko przychodzą do psychoanalityka". Niestety, przychodzą! Przychodzą masowo i zostają. Zostają długo i drogo płacą za nie odkrytą prawdę i za to, że ich rodzice zostaną oszczędzeni. Wyciągają się na kozetce, cztery razy w tygodniu, opowiadają wszystko, co przychodzi im na myśl i oczekują cudu, który nie nadchodzi i nigdy nie nadejdzie gdyż mógłby on nadejść jedynie z prawdą a właśnie prawda jest zakazana. Pewna siedemdziesięciodziewięcioletnia kobieta z USA napisała do mnie, że z powodu poważnych depresji była przez 40 lat w analizie u ośmiu różnych analityków. Dopiero czytając moje książki zrozumiała, że była poważnie nadużyta w swoim dzieciństwie. Żadna z analiz nie pozwoliła jej tego odkryć. Analitycy szukali przyczyn okrucieństwa rodziców w życiu popędowym pacjentki i wszyscy stawali w obronie rodziców. Osoba ta cytowała ostatnie zdanie z mojej książki Am Anfang war Erziehung, 1980 (To dla twojego dobra): "Dusza ludzka jest praktycznie niezniszczalna i szansa na przywracanie jej do życia istnieje tak długo jak długo żyje ciało", i dodała: "Od czasu jak pozbyłam się poczucia winy po raz pierwszy czuję się naprawdę żywa, i odtąd nie zadaję sobie gwałtu zmuszając się do przebaczenia zaznanych okrucieństw."

Teoria popędów i poważne konsekwencje, jakie za sobą pociągnęła jest tylko jednym z wielu przypadków zaprzeczania rzeczywistości. Społeczeństwo zawsze chciało ochronić się przed wiedzą na temat maltretowania dzieci. W XVIII wieku było przez pewien czas modne spisywanie autobiografii. To, czego dowiadujemy się z tych opowieści o dzieciństwie jest przerażające. Jest również znaczące, że moda ta szybko przeminęła i została zastąpiona przez dzieła z dziedziny psychologii i socjologii, a przede wszystkim przez zwodnicze i destrukcyjne teorie pedagogiczne. Pedagog Carl-Heinz Mallet w swej pasjonującej książce opublikowanej w 1987 studiuje całą serię tekstów pedagogicznych by wykryć kryminalne efekty tych teorii. Wiele z tego, co każemy wycierpieć naszym dzieciom byłoby do uniknięcia gdyby społeczeństwo: dorośli, rodzice, lekarze, nauczyciele, pracownicy socjalni i inne osoby były lepiej poinformowane o następstwach maltretowania i o sytuacji krzywdzonego dziecka.

Był to dla mnie moment przełomowy i wielki zwrot w moim życiu, gdy zorientowałam się, że teorie psychoanalityczne również uniemożliwiają propagowanie tej informacji i mają swój udział w tym, że krzywdzenie dzieci tak często nie jest ujawniane.

Argumentacja Freuda nigdy nie osiągnęłaby takiego wielkiego sukcesu gdyby większość ludzi nie dorastała w podobnych warunkach. Jego uczniowie być może mogliby wcześniej zorientować się, że to, co wydawało się argumentem jednak zupełnie nim nie było. Gdy Freud napisał, że wydaje się wręcz nieprawdopodobne by perwersyjni ojcowie byli aż tak liczni i uznał za fantazje relacje swoich pacjentek, nie było to logiczne rozumowanie, lecz raczej dziecinne zaprzeczanie rzeczywistości, które można zreasumować i zawrzeć w stwierdzeniu: "Mój tatuś, którego kocham, jest duży i dobry, on nie mógłby zrobić nic złego, bo to by było dla mnie niepojęte, bo, żeby żyć, potrzebuję wierzyć, że on mnie kocha, chroni i nie maltretuje i że jest świadomy swojej odpowiedzialności."

Wystarczy nieco poznać rodziny, w których dzieci są wykorzystywane seksualnie by wiedzieć, że ojcowie tych rodzin niekoniecznie wyglądają na zboczeńców. Ich zboczenie ogranicza się często do własnej rodziny. Tak więc jedynie pedofile bez dzieci karani są przez społeczeństwo.

Przekonanie, że dzieci stanowią własność swoich rodziców sprawia, że najbardziej nienormalne, absurdalne i zboczone zachowania wewnątrz rodziny trwają i burzą życie jej członków gdyż nikt tego nie może spostrzec. Wykorzystana seksualnie dziewczynka, która z rozpoznaniem schizofrenii trafia do szpitala psychiatrycznego, gdzie psychiatra traktuje ją dużymi dawkami leków by była jeszcze mniej świadoma niż przedtem nigdy się nie dowie, że przyczyną jej stanu jest ojciec, którego zachowania doprowadziły ją do szaleństwa. Aby osłonić wizerunek ojca, aby zachować wizję wspaniałego dzieciństwa, nie powinna poznawać prawdy. Ona sama woli "stracić" rozum.

Przed publikacją mojej pierwszej książki zorganizowałam konferencję na temat niezwykłych umiejętności adaptacyjnych u psychoanalityków oraz tego, co można na tej podstawie przewidzieć na temat historii ich dzieciństwa. Po konferencji zapytano mnie: "Nie sądzi pani chyba, że wszyscy psychoanalitycy byli krzywdzonymi dziećmi?" Odpowiedziałam:"Nie mogę tego wiedzieć, mogę to tylko przypuszczać. Powiedziałabym, że nie można być psychoanalitykiem od momentu, gdy uzyska się świadomość, że było się, jak wielu innych, dzieckiem maltretowanym, i nie ma już potrzeby temu zaprzeczać. Gdyż wszelkie teorie psychoanalityczne tracą wtedy cały sens."

Moje podejrzenia się potwierdziły, gdy dowiedziałam się, że istnieją analitycy, którzy nie zachowali ani jednego wspomnienia z pierwszych siedemnastu lat życia i nie widzą w tym nic dziwnego. Pod wpływem tak masowego wyparcia własnego dzieciństwa i okresu dorastania są oni zmuszeni by robić wszystko by tak pracować z pacjentami żeby nie dopuszczać do siebie własnych wspomnień. Freud dostarczył środków by się przed tym uchronić i strapieni analitycy uciekają się do tych środków jak narkoman do swego narkotyku. Ceną tego narkotyku jest ich ślepota psychiczna.

Pewna dziennikarka opowiadała mi, że jakiś psychiatra na emeryturze, dawny szef dużego ośrodka zdrowia, powiedział jej: "Nie ma powodu by się tak ekscytować krzywdzeniem dzieci; dziecko jest w stanie przeżyć bez większych problemów to, co Pani nazywa maltretowaniem; dzieci są prawdziwymi wirtuozami przeżycia." Co do tego ostatniego lekarz ten miał całkowitą rację, dramat polega na tym, że nie znał on na pewno ceny tego przeżycia. Nie wiedział zapewne również i tego, że sam zapłacił tę cenę i kazał ją płacić innym. Przez 40 lat leczył pacjentów i pacjentki, przepisywał im leki i szafował dobrymi radami nie starając się nigdy zrozumieć, że poważne zaburzenia psychotyczne, jakie obserwował codziennie nie były niczym innym jak tylko próbą wyrażenia, w języku symptomów, krzywdy i chaosu dzieciństwa.

Elisabeth Trube-Becker, lekarz i biegły sądowy, przyznaje (1987), zgodnie z najnowszymi badaniami, że na jeden zgłoszony przypadek wykorzystania seksualnego dokonanego na dziecku przypada 50 przypadków niezgłoszonych. Jeśli doda się do tego nadużycia fizyczne i psychiczne, które nie są natury seksualnej, dochodzimy do konkluzji, że przestępstwa popełniane na dzieciach należą do kategorii najczęściej popełnianych przestępstw. Inna konkluzja prowadzi do przerażającego odkrycia, że miliony specjalistów (lekarzy, prawników, psychologów, psychiatrów i pracowników socjalnych) zajmują się konsekwencjami tych przestępstw nie zdając sobie nawet z tego sprawy lub nie mając prawa by o tym mówić.

Gdy patrzę na to wszystko jasnym okiem mogę się tylko cieszyć, że nie jestem skazana na bycie bryłą soli, i że mam możliwość, jako jednostka należąca do współczesnego świata, obnażać niszczące i patologiczne fakty oraz zachęcać moich współczesnych do zwiększonej jasności umysłu.

Elisabeth Trube-Becker wydaje się również świadoma swoich możliwości w tym względzie. Nie obawia się jasno i otwarcie nazywać po imieniu to, z czym jest codziennie konfrontowana. Nie musi się uciekać do ciemnych teorii ani do usłużnych ideologii mających zamaskować prawdę. Pisze ona:

" Obraz jest jeszcze ciemniejszy a sekret jeszcze lepiej ukrywany zarówno, jeśli chodzi o nadużycia seksualne jak i inne formy krzywdzenia dzieci. Na każdy przypadek seksualnego wykorzystania dziecka przypada dwadzieścia niezgłoszonych przypadków. W przypadku nadużyć dokonanych w środowisku najbliższej rodziny stosunek ten wynosi 1:50.

Książki specjalistyczne niemal nie wspominają, lub rzadko, o zamachach na dobro i bezpieczeństwo dzieci, a kiedy już o tym wspominają wydarzenie jest poczytywane jako wyjątkowe a dziecko jest przedstawiane jako uwodziciel. Autorzy odnoszą się głównie do seksualności i wyobraźni dziecka, a w reszcie do Freuda i domniemanego kompleksu Edypa, który specjaliści nieco może odsunęli z uzasadnionych powodów.

Uznaje się, że dziecko kłamie, choć dziecko w okresie przed pokwitaniem, wtedy, gdy najczęściej zostaje ofiarą wykorzystania seksualnego, nie kłamie prawie nigdy z tej prostej przyczyny, że nie byłoby w stanie wyobrazić sobie szczegółów czegoś, czego samo nie przeżyło.

Oczywiście, dziecko nie jest jednostką aseksualną. Odczuwa emocje i uczucia; jest ciekawe. Oczekuje miłości, kontaktu fizycznego, czułości. Potrzeba ciepła, bliskości i przywiązania a nawet potrzeba korzyści materialnych ze strony dziecka, nie upoważniają dorosłego do aktu seksualnego. Odpowiedzialność za to, co się wydarza jest zawsze po stronie dorosłego a nie dziecka, jak to w lipcu 1984 zasądził Sąd w Kempten. Sędzia zwrócił uwagę, na korzyść oskarżonego, że inicjatywa została podjęta "w pewnym sensie przez ofiarę, która odznaczała się przedwczesną dojrzałością" - podczas gdy chodziło o dziewczynkę siedmioletnią.

Dlaczego tak wiele przestępstw nie jest wykrywanych?

Dlaczego seksualne nadużycie popełniane na dziecku jest ciągle uznawane za coś, co spotyka się sporadycznie i nie warto się tym praktycznie zajmować?

Przyczyny tego są złożone:

1. Bardzo często ofiarą nadużycia jest bardzo małe dziecko, nadużycie zaczyna się w wieku niemowlęcym, gdy dziecko nie jest jeszcze w stanie nic opowiedzieć. Gdy ojciec dotyka części genitalnych u swych dzieci lub matka wykorzystuje dziecko do pornograficznych zdjęć, to jest to jedynie początek przemocy seksualnej, która może się ciągnąć latami i nie być odkryta. Nawet osoba niezbyt obiektywna przyzna, że takie praktyki jak wkładanie palca do waginy sześciomiesięcznej dziewczynki by sprawdzić czy "już może" jak przytacza to seria wydawnicza Seksualitat Heute" (Seksualność dziś) nie należy do wyjątków.


2. Dziecko starsze boi się wyznać prawdę, szczególnie, gdy sprawcą jest ojciec. Autorytet ojca i jego groźby uniemożliwiają ujawnienie przez dziecko osobie trzeciej tego, co się dzieje. Do kogo, zresztą może ono się zwrócić, jeśli osoba, która powinna je chronić wykorzystuje je i nadużywa jego zaufania?


3. Jeśli dziecko odważy się by ujawnić, najczęściej traktowane jest jak kłamca (90% ofiar to dziewczynki) i uznawane za stronę winną - zresztą tak odczuwa ono samo tę sytuację; małe dziewczynki traktowane są jak "małe dziwki". Najbliższa rodzina najczęściej naciska na dziecko by wycofało ono swoje oskarżenia, strasząc je, że jeśli tego nie zrobi rodzina się rozpadnie i nie będzie już nikogo, kto zarabiałby na jej utrzymanie. W tych warunkach jest raczej rzadkością by dziecko-ofiara nadużycia miało tyle siły by mówić. Rozwijają one w sobie, ponad to, nienawiść do swego ciała czyniąc je odpowiedzialnym za to wszystko. "To wszystko wina mojego ciała. Gdybym nie miała tego ciała to tata nie mógłby mnie dotykać" (Charlotte Vale Allen, według A.Miller, 1986, str. 361-368).Nawet osoby pracujące w placówkach dla dzieci i nie mają doświadczenia w tego typu problemach oświadczają w takich przypadkach: "Dziecko musi przecież do czegoś służyć."


4. Zachowanie matki bojącej się, że straci męża, który zapewnia rodzinie utrzymanie lub po prostu jej strach przed mężem - również grają rolę: zajmuje ona w rodzinie najczęściej pozycję podrzędną i może się zdarzyć, że niepodejrzewana nawet, co dzieje się w domu podczas jej nieobecności.


5. Gdy zasięga się porady lekarza jest mała szansa by ten był gotów uwzględnić w swej diagnostyce efekty nadużyć seksualnych. Lekarze nie domyślają się zazwyczaj wykorzystania seksualnego dokonanego na dziecku, okazują postawę niedowierzającą i nie chcą również rozpoznawać przyczyn zaburzeń zachowania, jakie z ich wynikają. Psychologowie i psychoterapeuci relegują dziecięce deklaracje w sferę fantazji, tak jak robił to Freud: "Freud przestraszył się rzeczywistości" (Miller, 1983).


6. Ogólna obojętność w stosunku do słabszego i kłopot wynikający stąd dla dorosłych, którzy nie wiedzą, jaką przyjąć postawę są również czynnikami, które hamują odkrycie prawdy. Mężczyźni mają problem z mówieniem o nadużyciu seksualnym wobec dziecka ze strachu by nie być uznanymi za domniemanych sprawców; odczuwałam to podczas wielu rozmów. Jak tylko dotknie się tego tematu reakcją jest blokada. Sam fakt uznania nadużycia seksualnego w wachlarzu możliwości jest już krępujący.


7. Gdy podjęta jest już procedura prawna często ma się wrażenie, że kazirodztwo jest czymś niezwykle rzadkim. Winny często jest traktowany z dyskrecją wręcz zaskakująca. Już nie myśli się o dziecku, które jest ofiarą. Poddaje się je wszelkim możliwym testom i badaniom i poza wszystkim innym, traktuje się je jak kogoś mało wiarygodnego. Istnieje tendencja usprawiedliwiania dorosłego - szczególnie, gdy chodzi o ojca - i obciążania dziecka, aby zminimalizować przestępstwo.


8. Uważa się, że akt przebiega bez przemocy, bez sprawcy i bez ofiary. Duża ilość dzieci poddanych aktom pedofilskim wskazuje raczej na to, że mamy do czynienia ze zjawiskiem częstym, którego straszliwe efekty nie są dostrzegane. Myślę, że wynika to z tego, że przykładamy do tego zbyt mała wagę. Jest prawdą, że nadużycia seksualne, w większości przypadków, nie pozostawiają śladów fizycznych, lecz są źródłem poważnych zaburzeń emocjonalnych i psychicznych, które mogą zniszczyć poważnie resztę życia i pokazuje to również, że nadużycia seksualne, szczególnie dokonane przez ojca, nie pozostają bez konsekwencji. Lekarze i lekarscy biegli sądowi są w stanie stwierdzić czy doszło do nadużycia seksualnego dziecka jedynie w przypadku zranień organów genitalnych, ciąży, którą najczęściej się natychmiast usuwa, choroby wenerycznej, innych śladów przemocy lub w przypadku śmierci.


9. Według wielu autorów i psychoterapeutów niemieckich zachowanie małych dziewczynek bywa często prowokujące (sposób myślenia, który nie może się odnosić do niemowląt, chyba, że zarzuci im się krągłość ich pośladków lub gruchanie podczas przewijania). Panuje przekonanie, że, między innymi, dzieci, które są ofiarami nadużyć seksualnych odznaczają się nienormalnym wręcz zainteresowaniem dla seksualności są małymi, powabnymi i ponętnymi uwodzicielami. Sprawca czynu natomiast zasługuje na współczucie. Jak można uważać go wobec tego za winnego? Zadowólmy się stwierdzeniem, że zachowania małych dziewczynek, które w bezpiecznym, rodzinnym środowisku wypróbowują swoich uwodzicielskich zachowań jest czymś naturalnym i normalnym i nie jest żadnym wytłumaczeniem dla aktów kazirodczych i nadużyć seksualnych ze strony osób trzecich. Nie może też być uznawane za nakłanianie dorosłego do czynów seksualnych. Jedynie człowiek dorosły może podejmować inicjatywę i jedynie dorosły ponosi odpowiedzialność za tego typu zachowania. Naturalna potrzeba czułości, jaką odczuwa dziecko, potrzeba ciepła i uczucia, kontaktu, pieszczot i nawet korzyści materialnych nie mogą usprawiedliwiać ze strony dorosłego podejmowania czynności seksualnych. Mimo to bardzo często widać jak winą za to, co się stało obarcza się dziecko lub jego matkę. Psychologowie często są skłonni by odwracać relację oprawca-ofiara i robić z winnego ofiarę uwodzenia dziecka; jest to przeniesienie odpowiedzialności, która - chcę to jeszcze raz podkreślić - jest zawsze po stronie dorosłego.


10. Niektórzy uważają, że instytucje publiczne nie powinny mieszać się w wewnętrzne prawa rządzące rodziną. Rodzina jest tabu. Musi być chroniona za wszelką cenę, nawet kosztem dziecka. To właśnie na łonie rodziny dziecko powinno być najlepiej chronione. Można się z tym zgodzić, jeśli rodzina naprawdę dziecko chroni, pozwala mu się swobodnie rozwijać, mieć całkowite zaufanie do wszystkich jej członków, gdy integralność fizyczna i psychiczna jest respektowana. Lecz nie wtedy, gdy dorośli nadużywają swojej władzy i dziecko zmuszone jest zaspokajać potrzeby seksualne rodziców czy innych osób z najbliższego otoczenia. Jeśli chodzi o kazirodztwo jest to najczęstsza forma nadużyć seksualnych na dzieciach a liczby szacunkowe ukazujące częstotliwość jego występowania są dalekie od rzeczywistości, co wzmacniane jest przez silny nakaz milczenia, wypieranie się czynów przez sprawców oraz milczenie najbliższej rodziny
Powyżej pewnej ilości przypadków psychologowie dochodzą do wniosku, że kazirodztwo jest zjawiskiem rzadkim, pojawia się jedynie w upośledzonych warstwach społeczno-ekonomicznych, wśród nizin społecznych związanych z przemocą, alkoholizmem, bezrobociem, itd.
Lekarz biegły sądowy nie może potwierdzić tej opinii. Kazirodztwo istnieje we wszystkich warstwach społecznych niezależnie od wyznania i przynależności etnicznej, lecz nie figuruje w żadnych statystykach kryminalnych. Ofiarami są dzieci obu płci w pierwszych latach swojego życia
Według Baurmmann (1983), 90% ofiar gwałtów to młode dziewczęta i kobiety, z których dwie trzecie ma pomiędzy 5 i 13 lat
Według Kempe (1980) przypadki kazirodztwa są liczniejsze w USA i w krajach Europy. Jest prawdopodobne, że przypadki te są dziś łatwiej ujawniane. Ludzie zaczynają stawiać sobie pytania a "dziewczęta przestają milczeć" (Alice Miller, 1986). Kazirodztwo może się ciągnąć przez lata i wychodzi na jaw dopiero wtedy, gdy ojciec sprzeciwia się temu by córka opuściła ognisko domowe i gdy ją bije, usiłuje udusić lub ją wręcz zabija.
Dorastając dziewczyna zaczyna nawiązywać zazwyczaj relacje poza rodziną, znajduje przyjaciół i może się na nich zdać, jeśli tylko pozostało w niej jeszcze, choć trochę poczucia własnej wartości by przyjąć wobec życia postawę aktywną. Wzmocniona w swoich decyzjach znajduje zazwyczaj odwagę by opuścić ognisko domowe, co stanowi kres kazirodczych relacji między ojcem a córką. Później już się nie wspomina o tych zdarzeniach i zjawisko to nie pojawia się w żadnych statystykach ani też nie stanowi obiekty żadnych dochodzeń sądowych.
Czasem, po opuszczeniu rodzicielskiego domu młoda kobieta znajduje w sobie odwagę by zacząć mówić o zaznawanych przez lata nadużyciach, by przerwać milczenie i nawet czasem wnieść skargę.
Chęć separacji, jak każda próba obrony przed nadużyciem, może czasem mieć konsekwencje śmiertelne: możemy zacytować przykład brata, który zabił swą szesnastoletnią siostrę gdyż usiłowała się obronić, wykorzystał ją po śmierci i udusił młodszego, dziesięcioletniego brata, który był świadkiem morderstwa.
Nie tylko w okresie Antyku, lecz aż do XIX wieku dzieci pierwsze lata swego życia przeżywały w atmosferze seksualnego wykorzystywania.
Całowanie i ssanie dziecięcych sutków, dotykanie jąder, brodawek i organów genitalnych, lizanie skóry, praktykowanie sodomii z małymi chłopcami, sprzedawanie dzieci do specjalistycznych burdeli i całe mnóstwo innych, niewyobrażalnych rzeczy było na porządku dziennym: pedofilskie zachowania, jakich nie możemy wzmacniać poprzez zniesienie sankcji karnych.
Poza tym istnieją również dziś, i nie tylko w krajach azjatyckich, burdele, w których malutkie dziewczynki są obiektem regularnego i systematycznego seksualnego wykorzystywania i straszliwego traktowania. Małe tajskie dziewczynki więzione w domach schadzek, zmuszane do prostytucji przy użyciu przemocy fizycznej i środków podniecających. Według świadectw siedmiu dziewczynek, uratowanych z pożaru burdelu, 30 stycznia 1984, były one trzymane jako niewolnice. Nie miały prawa opuścić budynku i przywiązywano je jedną do drugiej, łańcuchem, po tym jak jedna z nich usiłowała uciec. Jedna z dziewczynek oznajmiła lekarzowi w szpitalu, że od dwóch lat, od kiedy zabrano ją z jej rodzinnej wioski, zmuszano ją dzień w dzień do stosunków seksualnych, z co najmniej dwunastoma mężczyznami, pomiędzy godziną dziewiętnastą a piątą nad ranem.
Większość klientów to europejscy turyści, również z Niemiec, którzy nie wahają się zaspokajać swoje seksualne potrzeby przy pomocy dzieci zmuszanych do prostytucji. W Hong Kongu są prostytutki nawet pięcioletnie. Kim są mężczyźni, którzy używają dzieci dla zaspokajania potrzeb seksualnych?
Nawet w krajach rozwiniętych dziecięca prostytucja stanowi poważny problem. UNICEF ocenia, że na świecie jest około dwa miliony dzieci, obu płci, będących obiektami seksualnej eksploatacji. A nadużycia seksualne popełniane na łonie rodziny nie są wliczone w podane ilości."

Elisabeth Trube-Becker wylicza poważne konsekwencje złego traktowania zaznanego w dzieciństwie i podaje bulwersujące przykłady. Należałoby uzupełnić jej listę dodając do niej wewnętrzną kompulsję ofiary, która, jeśli nie spotka na swej drodze oświeconego świadka, dzięki któremu przestanie tłumić swe przeżycia, to odreagowuje i powtarza na innych bezbronnych istotach to, co sama musiała przeżyć i stłumić.

Zdałam sobie sprawę na swoim własnym przykładzie podczas terapii, że przy okazji każdej wewnętrznej konfrontacji z moimi rodzicami wszczepione mi poczucie winy odradzało się we mnie i wzmacniało wyparcie, blokując dostęp do rzeczywistości i możliwość odczuwania własnego cierpienia. Uczucia mnie zalały dopiero wtedy, gdy mogłam podważyć swoje domniemane poczucie winy. Dopiero, gdy mogłam poczuć, że choć nie popełniłam żadnego błędu to byłam pogardzana przez swoich rodziców, nie traktowali mnie poważnie ani nie postrzegali takiej, jaką naprawdę byłam, dopiero wtedy zrozumiałam to, co się stało. Zrozumiałam, że nie ja powinnam im uzmysławiać gdzie spoczywa ich odpowiedzialność, nie do mnie należało, gdy byłam niemowlęciem, sprawienie by moi rodzice byli zdolni do miłości. Jedyne, co było w mojej mocy to pokazać im, że mogłam im służyć, że można było mnie wykorzystywać i reagowałam na to zawsze uśmiechem. Życie nie zaoferowało mi innej możliwości.

Od momentu jak zrozumiałam funkcję blokowania poczucia winy uzmysłowiłam sobie, że pojawiało się ono i nie pozwalało mi usnąć, gdy jakiekolwiek traumatyczne wspomnienie pojawiało się na powierzchni świadomości. Nazajutrz miewałam ochotę ponownie zaprzeczyć temu, co odkryłam poprzedniego dnia. Czasem zapominałam o tym lub czułam się zmuszona zaprzeczyć temu lub czułam się bardzo niezręcznie, że mogłam pomyśleć o własnych rodzicach coś tak strasznego. Prawo, jakie mną rządziło było dokładnie takie samo jak to, które zmusiło Freuda do wyparcia się i zdradzenia własnych odkryć.

Wielu terapeutów obserwuje często ten opór u swoich pacjentów i interpretuje go niesłusznie jako dowód na to, że nie da się odtworzyć minionej rzeczywistości. Sam pacjent nie wie czy chodzi o realne wspomnienia czy o fantazje. Wewnętrzna walka dziecka by zachować nietknięty wizerunek dobrego ojca lub dobrej matki jest czasem tak silny, że nie tylko sam pacjent, lecz również członkowie jego najbliższego otoczenia stają się ofiarami tej pomyłki. Idea Freuda, według której można wymyślić rzeczy gorsze niż przeżywana rzeczywistość również u mnie wyrządziła wiele spustoszeń. Byłam gotowa wierzyć, że wszystkie sygnały są fałszywe, że to wszystko nie było takie straszne i tylko moje podejrzenia są okropne i niesprawiedliwe. Chciałam by to psychoanaliza miała rację, chciałam zachować iluzję o rodzicach, którzy mnie kochali. Z czasem zrozumiałam absurdalność pomysłu, że to dzieci wymyślają sobie traumatyczne wydarzenia. Istnieje pewne naturalne prawo, które każdy może zweryfikować: człowiek unika cierpienia i nie szuka go raczej. Szuka przyjemności, radości, ukojenia. Lecz masochizm nie jest wyjątkiem od tej reguły: to jedynie kompulsja, która zmusza do zadawania sobie nowych cierpień by niegdyś stłumione uczucia nie wypłynęły na powierzchnię.

Masochista, który drogo płaci za to by być wychłostanym przez prostytutkę i zależy mu na tym by siedzieć na nocniku podczas tego seansu jest pod wpływem wewnętrznego przymusu by odtwarzać traumę wynikająca z treningu czystości, jaki przeszedł w dzieciństwie i by utrzymać za wszelką cenę wspomnienie tego zdarzenia w podświadomości. Inne prawo życia wymaga by idealizowanie rodziców poprzez fantazje i stłumienie pomogło dziecku przetrwać. Przypisywanie najbliższej osobie, którą kochamy czegoś złego byłoby więc czymś przeciwnym naturalnym obronom i prawom życia. W konsekwencji dziecko nigdy nie wymyśla sobie traumy. Przeciwnie: aby przeżyć, musi sprawić, za pomocą fantazji, by ból stał się znośny.

Pouczający przykład w tym względzie dostarcza przypadek, jaki amerykańskie czasopisma omawiały przez parę miesięcy w 1985: większość z trzystu uczniów szkoły w Los Angeles była wykorzystywana do sadystycznych zabaw seksualnych przez siedmiu nauczycieli. Mówili oni uczniom, że ich rodzice umrą, jeśli dowiedzą się o czymkolwiek. Pokazywano dzieciom małe martwe zwierzęta mówiąc, że podobny los je czeka, jeśli opowiedzą w domach o tym, co dzieje się w szkole. Dzieci zachowały tajemnicę i przez długi czas znosiły zniewolenie i terror gdyż nie widziały innego wyjścia z sytuacji. Gdy cała sytuacja wyszła na jaw w 1985, siedmiu profesorów i dyrektorka zostali oddani w ręce sprawiedliwości. Adwokaci zamęczali dzieci przesłuchaniami przez kilka miesięcy aż do momentu, gdy zwolniono wszystkich nauczycieli, podczas gdy świadectwa dzieci były ze sobą całkowicie zgodne. Udowodniono mimo to, że dzieci kłamały gdyż nikt nie potrafił zrozumieć ich języka i roli fantazji.

Niektóre dzieci oświadczył na przykład, że zabiły małe dziecko, choć fakty tego nie potwierdzały. Zostały oskarżone o kłamstwo i wszystkie ich zeznania uznano za fałszywe. Żadnemu sędziemu nie przyszło do głowy, że dzieci potraktowały swoją zgodę na praktyki seksualne jako zamordowanie dziecka, jakim niegdyś były i że opisywały swoją wcześniejszą sytuację. Fantazja z zamordowanym dzieckiem była wyrazem rzeczywistego przeżycia, była sposobem na osłabienie traumatycznego przeżycia. Zawsze jest łatwiej uznać się za winnego niż doświadczyć świadomości bycia niewinną ofiarą, która zdana jest w każdej chwili na prześladowania i tortury. Wszyscy pacjenci czepiają się fantazji, w których przyznają sobie rolę aktywną by uciec przed cierpieniem i rozpaczą bez możliwości obronienia się. I przypłacają to poczuciem winy, jakie narzuca im nerwica.

Fakty zachowane w pamięci lub te, które można znaleźć w dokumentach pokazują zaledwie mała część losu, jaki musi znieść dziecko. Największą cześć faktów stanowią wyparte wspomnienia, o których nie można opowiedzieć gdyż nigdy nie zostały świadomie przeżyte. Nie można ich odkryć z terapeutą, który powątpiewa w realność złego traktowania, jakie przeżyło dziecko. Gdy terapeuta oświadcza: "Zawsze wierzę moim pacjentom", nie wyklucza to tego, że okazuje się on niezdolny by odszyfrować wyparcie i zaprzeczanie pacjentów. Oczywiście, nie może on wiedzieć więcej o przeszłości pacjenta niż sam chory. Pacjent powinien odnaleźć fakty dzięki temu, co odczuwa, zweryfikować to, co odkrywa, podważać swoje przekonania dotąd aż będzie miał pewność, że coś się rzeczywiście wydarzyło. Możliwości są niezmierzone i warto by terapeuta o tym wiedział. Rozmiar krzywd, jakie można zadać dziecku jest nieograniczony. Świadomość tej prawdy pozwala terapeucie towarzyszyć pacjentowi w jego podróży, podróży, która prowadzi wielokrotnie do piekła i sali tortur. I trzeba wielokrotnie tam wracać tak długo aż wszystkie szczegóły urazu zostaną przeżyte tak by efekt traumy się zdezintegrował a rana mogła się w końcu zacząć goić.

Większość terapeutów, jakich znałam lekceważyli istnienie tych sal tortur. Zadowalali się uznaniem, że całe dzieciństwo zawierało trudne momenty, jak np. rozstania z rodzicami lub narodziny młodszego rodzeństwa i jeszcze kilka frustracji nie do ominięcia. Gdy nie mogą już zaszeregować zachowań rodziców jako frustracji nie do ominięcia mówią o "utajonej psychozie" matki lub ojca i unikają w ten sposób po raz kolejny problemu złego traktowania dziecka. Oczywiście może się zdarzyć, że istotnie rodzic ma zachowania psychotyczne, lecz, co ważne, że zachowania te są obojętne reszcie społeczeństwa dopóki dzieją się w rodzinie i kosztem dzieci osób zaburzonych. Trzeba znać tę regułę by móc rzeczywiście towarzyszyć pacjentowi i rozumieć go, szczególnie w momentach, gdy wszystkimi siłami broni się przeciwko prawdzie, gdyż ta jest nie do przyjęcia. Od momentu, gdy się wie, że dziecku udaje się przeżyć zaznane tortury dzięki wyparciu można wspierać pacjenta w taki sposób by zniósł tę pracę związaną z odkrywaniem wypartych części.

W rozmowach dotyczących nadużyć seksualnych dokonywanych na dzieciach pytanie brzmi: dlaczego matka dziewczynki ignorowała sygnały alarmowe lub, dlaczego zajęła stanowisko zabraniające córce opowiedzieć prawdę. Zachowanie to wydaje się całkowicie niezrozumiałe, gdy dowiadujemy się, że ona sama również to przeszła w dzieciństwie. Jednakże to właśnie ta informacja stanowi klucz do znalezienia wytłumaczenia. Matki, które same były ofiarami analogicznych przeżyć i mają wyparte te wspomnienia są najbardziej głuche i ślepe na sytuację, w jakiej znajduje się ich dziecko. Nie chcę dopuścić by ich własna historia do nich wróciła i porzucają dziecko jego losowi.

Niestety, w tym względzie nawet ruchy wolnościowe kobiet, które miały swój poważny udział w uświadomieniu społeczeństwu maltretowania zaznawanego przez kobiety i dzieci, mają swoje ograniczenia ideologiczne. W ich ocenie problem polega jedynie na patriarchacie, władzy sprawowanej przez mężczyzn. Ta uproszczona wizja pozostawia wiele ważnych pytań w zawieszeniu. Być może pytania te nie powinny być na razie stawiane gdyż skompromitowałyby obraz wyidealizowanej matki. Jednakże musimy zapytać: jak to się dzieje, że mężczyzna gwałci kobiety i dzieci? Kto uczynił go tak podłym? Z moich doświadczeń wynika, że nie są za to odpowiedzialni jedynie ojcowie. Należałoby się zapytać, jakie możliwości miałaby poniżona kobieta by nie wykorzystywać swego dziecka dla zaspokojenia własnych potrzeb? W rzeczywistości, nawet w kulturach gdzie kobieta zupełnie się nie liczy społeczeństwo przyznaje jej pełną władzę bez ograniczeń nad jej dzieckiem. Poza tym, jesteśmy zmuszeni zapytać samych siebie, jaką odpowiedzialność w stosunku do dziecka ponosi dorosła kobieta, która, jako dziewczynka, sama została wykorzystana przez ojca i czemu pozwoli się przebić w stosunku do syna, jeśli zachowuje wyparte wspomnienia tamtych wydarzeń.

Zauważyłam, że wiele feministek nie lubi by zadawać im tego rodzaju pytania. Jednocześnie są zakłopotane widząc ciągle, że matki nie chronią swoich córek, ofiar wykorzystania seksualnego, że je porzucają ich własnemu losowi a nawet czasem je karzą. Proste wytłumaczenie mówi, że boją się swoich mężów. Nikt nie chce uznać, że kobieta, która miała bezpieczne dzieciństwo i matkę, która ją chroniła nie wyszłaby za mężczyznę, którego by się bała i który maltretowałby dziecko. Posiadałaby anteny chroniące ją przed tymi dwoma niebezpiecznymi pułapkami.

Moim celem nie jest tutaj minimalizowanie zasług ruchu kobiecego, jeśli chodzi o odsłanianie faktów maltretowania dzieci, lecz jedynie pobudzenie do przekraczania barier istniejących do dziś. Obnażanie kłamstwa jest procesem, który nie musi być wstrzymywany przez nowe nieprawdy ideologiczne, nowe iluzje i nowe idealizacje. Sytuacja dorosłej kobiety wobec brutalnego męża nie jest taka sama jak sytuacja małego dziecka. Kobieta może się czuć niepewna z powodu własnego dzieciństwa i nie zdawać sobie sprawy z możliwości obrony, jaka leży w jej zasięgu, lecz nie jest ona tak naprawdę pozbawiona obrony. Nawet jeśli jej prawa są niewystarczające i nawet jeśli sądownictwo jest po stronie mężczyzn dorosła kobieta może mówić, opowiadać, szukać sprzymierzeńców, może nawet krzyczeć (jeśli się tego nie oduczyła w dzieciństwie). Lecz przede wszystkim nie ma ona potrzeby tłumienia tego, co się wydarzyło, może przeżyć cierpienia i obelgi i nie wynikną z tego nowe zranienia. Jedynie u dziecka trauma powoduje w konsekwencji zranienia gdyż uraz wpływa na organizm będący w okresie rozwoju. Zranienia te mogą się zagoić pod warunkiem, że się je dojrzy lub też pozostaną takie, jakimi są, gdy usiłuje się udawać, że ich nie ma. Spróbuję to zilustrować w VI rozdziale tej książki.

Ruchy kobiece nie stracą na sile, jeśli uznają, że również kobiety nadużywają swoje dzieci. To nie jest ucieczka przed prawdą ani negowanie jej, lecz jedynie prawda, nawet najbardziej niewygodna, może sprzymierzyć się z ruchem i zmienić społeczeństwo. Jeśli mężczyźni maltretują żony i jeśli kobiety znoszą to z uległością, zarówno agresja mężczyzn jak i zrezygnowanie kobiet są następstwem maltretowania w dzieciństwie. Dlatego właśnie małe dzieci obojga płci mogą być ofiarami dorosłych obojga płci. Jeśli kobiety (i mężczyźni) wrażliwe i nie brutalne, są niezdolne by chronić swoje dzieci przed przemocą partnera, ta niemożności pochodzi z zaślepienia i zastraszającego zawstydzania, jakie były im narzucane w dzieciństwie. To prosta prawda. Dopiero gdy odkryte zostaną korzenie wszelkiej przemocy i można będzie studiować te zjawiska bez zatajania ani upiększania faktów.

Terapeutka, która nauczyła się, że jedynie mężczyźni są przyczyną wszelkiego zła na ziemi będzie na pewno potrafiła wspierać pacjentki, gdy te odkrywać będą doznane w dzieciństwie nadużycia seksualne ze strony swoich ojców, dziadków lub braci. Nie będzie ich skłaniała do wypierania się prawdy - jak robią to adepci teorii popędów. Lecz tak długo jak prawda na temat matki, która tolerowała nadużycia, nie chroniła dziecka i zlekceważyła jego kłopot będzie ukrywana pełna rzeczywistość dziecka nie będzie dostrzeżona i uznana za prawdę. Tak długo jak dziecięce uczucia nie mogą być przeżyte wściekłość odczuwana do mężczyzn jest pozbawiona mocy. Może nawet zostać połączona z niezachwianą wiernością i zależnością w stosunku do ojca lub innych mężczyzn popełniających nadużycia (Alice Miller, 1986)

Od kiedy broni się matek jako nieszczęśliwych ofiar, pacjentka nie spostrzeże się, że mając matkę odważną, chroniącą i przejrzystą nie musiałaby nigdy znosić nadużycia ze strony ojca lub brata. Gdy dziecko uczy się od swej matki, że jest godne ochrony będzie ono szukało bezpieczeństwa przy osobach zewnętrznych i będzie zdolne samo się obronić. Jeśli nauczyło się, czym jest miłość nie zaryzykuje tego by stać się ofiarą symulowanej miłości. Lecz dziecko, które zawsze było odtrącane i wychowywane w dyscyplinie, które nigdy nie odczuwało błogiej troskliwości, nie wie, że istnieje cos innego niż pieszczoty, które są nadużywające. Zmuszone jest by zaakceptować każda bliskość, jaka jest mu oferowana, jeśli nie chce uschnąć. W danym przypadku zgodzi się nawet na seksualne nadużycie by znaleźć minimum uczucia i nie żyć na emocjonalnej pustyni. Gdy dorosła kobieta zdaje sobie sprawę, że okradziono ją z miłości będzie być może odczuwała wstyd z powodu swoich dawnych potrzeb i będzie się czuła winna. Będzie oskarżała samą siebie gdyż nie ośmieli się oskarżyć swej matki, która pozostawiła niezaspokojone jej potrzeby a nawet skazała swe dziecięce potrzeby.

Psychoanalitycy chronią ojca i maskują nadużycia seksualne dokonane na dziecku przywołując kompleks Edypa lub kompleks Elektry i wiele terapeutek feministek idealizuje matki i hamują w ten sposób dostęp do wczesnych doświadczeń traumatycznych przeżywanych z matką. Oba te podejścia mogą doprowadzić do impasu, gdyż cierpienie i lęk znikają dopiero wtedy, gdy potrafi się widzieć i zaakceptować pełną prawdę o faktach.

Jednakże nawet bez kontekstu ideologicznego terapeuta jest zdolny wsadzić prawdę między nawias, jeśli nie dostarcza pacjentowi narzędzi niezbędnych do przepracowania uczuć, potwierdzenia i systematycznego podważania jego przekonań. Nawet najbardziej gwałtowne zarzuty wobec rodziców nie pomogą w uwolnieniu się tak długo jak prawda będzie zafałszowana lub przebrana w inne słowa. Były to przypadek dziecka, którego miało ojca w obecności, którego nie mogło nic powiedzieć żeby mu nie przerwano i nie obrzucono inwektywami. Pacjent ten długo nie będzie w stanie wewnętrznie stawić czoła swemu ojcu i sformułować zarzutów. Uwolnione uczucia skierowane będą do matki, która mniej terroryzowała dziecko. Może być również odwrotnie, że ojciec mniej straszył dziecko niż matka i pacjent, nie zdając sobie z tego sprawy, będzie zarzucał ojcu rzeczy, jakich zaznał od matki. Będzie to robił nieświadomie, gdyż uczucia z tamtego okresu nie są jeszcze dla niego dostępne. Mechanizmy obronne i lęk tworzą zniekształcony obraz przeszłości. Deformacje te mogą być wyjaśniane podczas terapii pod warunkiem, że terapia ta ma na celu odkrycie prawdy. W takim przypadku terapeuta wie, że jego pacjent może skierować zarzuty jedynie do tego rodzica, do którego ma on jeszcze, choć odrobinę zaufania a nie do tego, przed którym był sparaliżowany z przerażenia. Pomoże mu w odkryciu prawdy jego historii pod warunkiem, że pacjent przestanie oskarżać "fałszywych winnych" a oskarżenia skieruje pod adresem osób, które na to zasługują i jedynie w kwestii działań, jakie rzeczywiście miały miejsce. Nikt się nie może uwolnić oskarżając tych, którzy nie zrobili mu nic złego. Oskarżając w sposób niejasny, bez dowodów, osoby zastępcze pacjent nie doprowadzi do poprawy swojego stanu, lecz raczej pozostanie w fatalnym pomieszaniu.

Uwolnić się można wtedy, gdy nauczymy się stawać w swojej obronie tam gdzie jest to konieczne. Im bardziej jednostka zbliża się do swojej prawdy tym bardziej porzuca ideologiczne konstrukcje i sztuczne teorie i tym bardziej ma szansę by jej się to całkowicie udało."

[http://www.koniecmilczenia.ngo.org.pl/art/47amz.html]

.
.
.

Inne artykuły A. Miller warte przeczytania:

Czym jest nienawiść?
[http://www.koniecmilczenia.ngo.org.pl/art/3amczy.html]

PRAWDA CIĘ WYZWOLI
[http://www.koniecmilczenia.ngo.org.pl/art/4ampra.html]

Jak dotrzeć do przyczyn cierpienia? Jak przerwać ciąg krzywd?
[http://www.koniecmilczenia.ngo.org.pl/art/5amprz.html]

Bunt ciała
[http://www.koniecmilczenia.ngo.org.pl/art/2ambun.html]

Źródło horroru w kołysce
[http://www.koniecmilczenia.ngo.org.pl/art/7amzro.html]

ALICE MILLER - najwybitniejsza współczesna myślicielka w dziedzinie psychiatrii w wywiadzie z Diane Connors
[http://www.koniecmilczenia.ngo.org.pl/art/12amwdc.html]

Zmieniony przez - stefani w dniu 2009-08-21 23:20:41
Art.54 Każdemu zapewnia się wolno¶ć wyrażania swoich pogl±dów...

stefani

 
SKĄD SIĘ BIORĄ TYRANI

Anna Bikont



Alice Miller , psychoterapeutka i autorka bestsellerów, od kilkudziesięciu lat mówi to samo: żeby nie bić dzieci. Ponieważ bici na ogół aprobują bicie. Analizowała dzieciństwa wielkich tyranów. Bici byli Stalin, Hitler, Ceausescu, Mao. Jej wykład na sesji "Jak kochać dziecko?" słuchacze nagrodzili owacją na stojąco.

Nie mówię, że wszyscy bici muszą bić " powiedziała mi dzień wcześniej. " Wszystkie krowy są zwierzętami, a nie każde zwierzę jest krową. Znam takich, którzy byli bici i nie biją. Mówię tylko, że wszyscy, którzy biją, byli w dzieciństwie bici. Tak jak zawsze ten co gwałci, był przedmiotem gwałtu. Jeden z pacjentów, mówił mi tak: "Dawałem mu klapsy, nie pomagało, to biłem mocniej". Zapytałam: "Jak długo pan go już bije?". "Od początku. Dziś syn ma 12 lat i cały czas nie widać rezultatów". Zapytałam, czy może sobie wyobrazić, że kupił sobie odkurzacz, który się zaciął, i on od 12 lat go kopie z nadzieją, że zacznie działać. Roześmiał się, to znaczy, że coś do niego dotarło.

Z reguły im dzieci bardziej krnąbne, tym bardziej są bite. Matki mówią mi: "Ja go biłam, jak był mały". Za tym stoi dość powszechne przeświadczenie, że jak mały, to nie czuje i można wszystko z nim zrobić. Najgorsze jest właśnie znęcanie się nad dziećmi do trzeciego roku życia. Wtedy kształtuje się mózg. W dorosłym życiu stajemy i: tym, co wtedy przeżyliśmy.

Alice Miller jest piękną, elegancką kobietą koło osiemdziesiątki. Mówi nienaganną polszczyzną. Zanim zgodziła się udzielić wywiadu "Gazecie", przepytała mnie ze znajomości swoich książek. Zastrzegła, że nie życzy sobie żadnych pytań osobistych. Polska Żydówka, która przeżyła Holocaust w Warszawie (u
jawniła na seminarium, że studiowała filozofię na tajnych kompletach u Tatarkiewicza i Kotarbińskiego), po wojnie zajmowała się psychoterapią w Niemczech, dziś mieszka w Szwajcarii. W Warszawie, gdzie żyje je siostra, była po raz pierwszy od pięćdziesięciu lat.

Powtarza Pani w swoich książkach, że dziecko poniżane, prześladowane, bite ma gorzej niż więzień obozu koncentracyjnego. Mówi to Pani po to, żeby prowokować, czy myśli Pani tak naprawdę?

" Myślę tak naprawdę. Takie stwierdzenie wydaje się nam przesadne, bo cierpienia ludzi w obozach są nam znane, a cierpienia małych dzieci nie. Więźniowi nikt nie kazał kochać prześladowcy, a dziecko ma kochać i szanować ojca, który je bije. Więzień wie, że cierpi i jest w grupie innych cierpiących. Dziecko bite jest osamotnione, a jego cierpienie nie jest uznawane przez społeczeństwo. Mówi mu się, że to, co się z nim robi, jest dla jego dobra. Ma uwierzyć, że osoba, która się nad nim znęca, kocha je i zasługuje na szacunek. Dziecko nie może reagować w naturalny sposób " za złość, krzyk, płacz zostanie znowu zbite. W ten sposób uczy się je, że nic nie czuło. Dziecku pozostaje tylko zaciśnięcie zębów, by nie okazać bólu, czyli wyparcie się samego siebie i identyfikacja z prześladowcą. W przeciwieństwie do dorosłego dziecko nie może sobie recytować z pamięci wierszy, by nie stracić rozumu. Więc pytam Panią, czyje położenie jest gorsze, więźnia obozu koncentracyjnego czy dziecka?

" Przytacza Pani statystyki: 60 procent terrorystów niemieckich okazało się być dziećmi pastorów. Rozumiem zatem, że lepiej, jeśli wychowaliśmy się w rodzinie bijącego alkoholika o niskim statusie społecznym niż w rodzinie bijącego pastora?

" Możliwe, że tak, bo w przypadku pastora dochodzi cały ładunek hipokryzji. Dziecko jeszcze bardziej zmuszane jest do myślenia, że to, co mu się przydarza, jest dobre i święte.

Toż to mały Adolfek, syn państwa Hitlerów

W książce "Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii", która w tych dniach wyszła w Polsce, Alice Miller opisuje, jak postanowiła zająć się biografią Hitlera: "Empatia, to znaczy wczucie się w przeżycia dziecka, oceniane i rozumienie jego losu, odrzucenie perspektywy dorosłych, jest moim narzędziem podejrzenia, czy potrafię się zdobyć na empatię wobec dziecka, które wyrosło na największego ze znanych mi zbrodniarzy".

Cytuję Alice Miller wiersz Wisławy Szymborskiej "Pierwsza fotografia Hitlera": "A któż to jest ten dzidziuś w kaftaniku?/ Toż to mały Adolfek, syn państwa Hitlerów!/ Może wyrośnie na doktora praw?/ Albo będzie tenorem w Operze Wiedeńskiej?(...)/ Dokąd te śmieszne nóżki zawędrują, dokąd?"

" Pani zdaniem już wtedy, kiedy Adolfek był bobasem, było przesądzone, dokąd te nóżki zawędrują? Nie mówię oczywiście o skali poczynań, ale o kierunku rozwoju.

" Tak, jego droga była już wtedy przesądzona. Ojciec go niemiłosiernie bił, codziennie, od urodzenia. Ojciec, pół-Żyd...

" Domniemany pół-Żyd.

" Tak, ale to nie miało znaczenia. Przeciwnie, te niedopowiedzenia, podejrzenia tylko zagęszczały atmosferę. Babka Adolfka ze strony ojca była przez 14 lat utrzymywana przez swojego byłego pracodawcę. Żyda z Grazu, w czasie pobytu u niego zaszła w ciążę. Jej syn Alois został dobrym urzędnikiem celny, ale domniemanie, że może być Żydem, w jego oczach niweczyło całą pozycję, na którą tak ciężko zapracował. Stąd przecież wzięło się maniakalne przekonanie Hitlera, że trzeba oczyścić Niemcy z żydowskiej krwi, tropiąc ją do trzeciego pokolenia wstecz. Żydzi reprezentowali upokarzaną, dręczoną biciem część jego ja, te, którą chciał wszelkimi sposobami usunąć z tego świata.

Hitler wychowywał się z ciotką Johanną , siostrą matki, garbatą i cierpiącą na schizofrenię. jej zachowanie musiało w nim wzbudzać paniczny lęk. Stąd wyrok eutanazji, który jako führer wydał na ludzi chorych umysłowo. Gdy miał jedenaście lat jego ojciec zakatował go niemal na śmierć.

Dziecko kocha rodziców, bo ta miłość jest mu niezbędna do życia. Wypiera gniew, który zamienia się w nienawiść do słabych. Niemcy stały się dla Hitlera symbolem niewinnego dziecka, które chciał obronić. Przed ojcem, przed ciotką.

" A kochająca matka " o jakiej piszą biografowie Hitlera " nic tu nie może pomóc?

" Choć go kochała, nie stanowiła dla niego żadnej podpory, ponieważ nie reagowała, kiedy ojciec go bił. Była zbyt wystraszona. Tak samo chowani byli Adolf Eichmann czy Rudolf Hess. Nie znali współczucia, tak jak dla nich nikt nie miał współczucia, gdy byli dziećmi.

Zwyczajna tresura

W swojej książce Alice Miller zauważa, że ojciec Rudolfa Hessa nie chciał go z pewnością wychować na komendanta Oświęcimia, ale jako gorliwy katolik chciał, biciem i upokorzeniem, wykreować go na misjonarza. Dzieciństwem Eichmanna, który był przymuszany do bezwzględnego posłuszeństwa i zaprzeczania własnym uczuciom, tłumaczy Millter to, że podczas swojego procesu mógł on bez specjalnych emocji słuchać wstrząsających zeznań świadków, kiedy jednak zapomniał wstać przy odczytywaniu wyroku i zwrócono mu na to uwagę, zaczerwienił się ze wstydu.

" Ale faszyzm to nie tylko Hitler, Eichmann czy Hess. Żeby taka ideologia mogła panować, potrzebne było wprzęgnięcie w jej służby dobrych kilku milionów ludzi. Daniel Goldhagen w swojej głośnej książce "Gorliwi kaci Hitlera. Zwyczajni Niemcy i Holocaust" próbuje udowodnić, że każdy zwykły Niemiec mógł się zamienić w oprawcę. Wszyscy byli bici od urodzenia?

" Wszyscy. Hitler nie znalazłby tylu zwolenników, gdyby te dzieci były inaczej chowane. To pedagogika końca XIX i początku XX wieku umożliwiła ludobójstwo. Wówczas w Niemczech powszechnie maltretowano dzieci. Pokutuje to zresztą do dziś, ale rzadko kiedy tresurę zaczyna się tak wcześnie i prowadzi tak systematycznie. Na dwa pokolenia przed dojściem Hitlera do władzy te metody wychowania doprowadzono do perfekcji. Goldhagen pisze, że część oprawców nie była poddana indoktrynacji. Nie potrzebowali jej, ponieważ osoba, która zmuszana jest idealizować upokorzenia zaznane w dzieciństwie, przez całe życie uważa, że akry cielesne są zbawcze. Pamięć ciała zachowuje instrukcje, jak ranić innych. Jestem przekonana, że tylko osoby, które doznały psychicznego i fizycznego okrucieństwa, mogą stać się oprawcami. Co więcej " rodzicie wymierzają kary, nie pamiętając, że byli identycznie karani. To jest istota przymusu powtarzania własnego losu.

Dzieci doktora Schrebera

W swoje książce Miller opisuje, jak wychowywano dzieci według zaleceń Daniela Schrebera, którego książki miały w Niemczech około 40 wydań. przedstawiały system wychowania dziecka od jego przyjścia na świat. Schreber twierdził, że krzyki to tylko fanaberie, przejaw uporu, który stanowczo trzeba złamać. Noworodek miał być poddawany wojskowemu drylowi i bity przy pierwszym płaczu, aż oduczy się płakać. przytulanie i okazywanie emocji uznawał Schreber za przejaw słabości, który może spaczyć charakter na całe życie. Uczył, jak ćwiczyć dziecko w sztuce rezygnowania. Opisywał sceny z własnego domu, jak to kazał niani położyć sobie dziecko na kolanach, samej jeść gruszkę i nie dać dziecku ani kawałka. Jednak się ugięła, podała kęs gruszki malcowi i została natychmiast zwolniona z pracy.

" Z takich niemowląt wyrastali oprawcy w obozach śmierci " mówi Alice Miller . " Jeden syn doktora Schrebera popełnił samobójstwo, drugi zakończył życie jako chory psychicznie. miał paranoję. Freud napisał o nim,. że żywił homoseksualne uczucia do ojca, ponieważ w jego urojeniach powtarzał się straszliwy lęk przed Bogiem, który go prześladował. A przecież to wcale nie było urojenie, on tak się bał ojca.

" Czy na podstawie różnic w stylu wychowania można wytłumaczyć, dlaczego Niemcy były podatne na faszyzm, a Rosja na komunizm?

" Pewnie tak. Nie wiem, jak w Rosji wyglądało wychowanie. Ale czy zna Pani jakieś inne powody, które by tłumaczyły faszyzm w Niemczech?

" Na ten temat napisano tysiące książek: bezrobocie, poczucie zagrożenia ...

" Hitler bezrobocie szybko zlikwidował. Zresztą bezrobocie nie prowadzi do przemocy. Jeśli ktoś tak twierdzi, dyskryminuje ludzi biednych. Znam bezrobotnych rodziców, którzy nie biją dzieci. Geny? Zawsze zdaję genetykom to pytanie: dlaczego akurat 30 lat przed dojściem Hitlera do władzy urodziło się tyle osób ze złymi genami? przecież to absurd.

Pytam, czy wojnę w Jugosławii też jest w stanie wytłumaczyć na gruncie swojej teorii, i słyszę, że Serbowie wyjątkowo okrutnie wychowują dzieci. gdy znów próbuję oponować, mówiąc, że może nie jest to jedyne wyjaśnienie, słyszę: " Powtarza mi Pani to, co wszyscy piszą, to niech Pani też to napisze zamiast ze mną rozmawiać.

Przechowane w podświadomości

Alice Miller opowiada o Stalinie, zrodzonym z ojca alkoholika i matki psychotyczki, też strasznie bitym w dzieciństwie.

" Był potem kochany przez miliony i cały czas bał się spisku. A on się bał, że ojciec go zabije. Tak samo Hitler był paranoicznie lękliwy. Jak inaczej wytłumaczyć ten ich strach?

Już nie próbuję wtrącać, że bali się niebezpodstawnie, bo taki los dyktatorów, że często giną wskutek spisku. Alice Miller traktuje swoją teorię jak posłannictwo, nie znosi dyskusji. Choć jestem wyjątkowo zgodnym rozmówcą " tak jak ona uważam, że pierwsze trzy lata życia decydują o naszym życiu, że nie wolno dzieci bić, że to bici biją. Nie wydaje mi się tylko, że świat można wytłumaczyć za pomocą jednej teorii.

" Mao Zedong był niemiłosiernie chłostany przez ojca, który mówią: "Muszę z ciebie zrobić mężczyznę". Mao do końca życia idealizował ojca i wymordował 30 milionów ludzi. Niech Pani mi to wytłumaczy innymi czynnikami, z całym szacunkiem dla socjologii.

W domu Ceusescu była straszna bieda. W jednej izbie dziesięcioro dzieci, ojciec alkoholik. Rodzice nazwali go Nicolae, zapominając, że jednemu synowi już wcześniej dali to imię. Był bardzo bity. Któregoś razu, a miał wtedy 13 lat, poszedł na dworzec w Bukareszcie ukraść walizkę. Złapali go, a że w walizce było pełno literatury marksistowskiej, posadzili go w więzieniu z politycznymi. Tam poznał swoich przyszłych partyjnych towarzyszy. Zdobył ich szacunek, gdyż ochoczo mordował koty, które były więzienną plagą.

" Jeżeli maltretowane dziecko ma przetrwać " tłumaczy Alice Miller " musi wyprzeć wiedzę o tym, co się z nim dzieje. Ale wspomnienia ukryte w podświadomości skłaniają je do powtórzeń. To co Ceaisescu przeżył w dzieciństwie, zaaplikował całej Rumunii. Wprowadził tam straszną biedę i zakaz spędzania płodu.

Zupełnie inaczej był wychowany Gorbaczow " w rodzinie, która dawała dzieciom miłość. Kiedy jego ojciec się dowiedział, leżąc ranny w lazarecie, że syn nie chodzi do szkoły, bo nie ma w co się ubrać, kazał żonie sprzedać owce i kupić mu buty i wiatrówkę. Nie jest przypadkiem, że Gorbaczow nie trzymał się władzy za wszelką cenę.

Jedno z amerykańskich pism spytało mnie, czy dzieci z Kosowa nie staną się w przyszłości mordercami. Myślę, że nie. Przecież matki trzymają je w ramionach, cały świat chce im pomóc. One swoje przeżycia mogą przerobić, uzewnętrznić, przelać na papier.

" Austriacki pisarz Peter Handke zatrwożył swoich czytelników i przyjaciół, opowiadając się po stronie Miloszevicia. Pisze Pani o ciężkich doświadczeniach Handkego z dzieciństwa. Czy łączyłaby Pani te fakty?

" Możliwe, ale nie chcę mówić o trudnych sprawach żywych.

Na wykładzie Alice Miller opowiadała o badaniach nad maltretowanymi dziećmi rumuńskimi.

Tomografia komputerowa wykazała zmiany w ich mózgach. Partie mózgu odpowiedzialne za kontrolę emocji były o 20-30 procent mniejsze niż u innych dzieci, co naukowcy wyjaśniają niszczeniem połączeń nerwowych przez hormony wydzielane w stresie.

" Małpy hodowane przez atrapy są agresywne i nie umieją dbać o potomstwo " mówiła. " Dlaczego sądzić, że te same prawa nie dotyczą potomstwa człowieczego?

Przytaczała badania nad 400 Niemcami, którzy działali w ruchu antynazistowskim bądź ratowali Żydów. Stwierdzono, że jedynym elementem odróżniającym ich od nazistów był sposób wychowania. W domach przyszłych antynazistów kary cielesne były rzadkie i związane z konkretnym przewinieniem. U oprawców ojciec sięgał po pas nie wtedy, kiedy dziecko zawiniło, ale kiedy był pijany albo rozdrażniony.

Światek może pomóc

" Nie tylko Hitler miał traumatyczne relacje z ojcem. Podobnie było z Brunonem Schultzem albo Franzem Kafką. Co decyduje, czy cierpienie dziecka przetworzy się na literaturę, na zadawanie cierpienia innym czy na akty autodestrukcji? Czy ten decydujący moment też sytuuje Pani w dzieciństwie?

" Jeżeli w domu dziecko pozna coś innego niż okrucieństwo, to nie stanie się Hitlerem. Wystarczy, że będzie ktoś, kogo nazywam świadkiem pomocnym albo pomocnikiem " to może być starsza siostra, brat, babcia, ktoś, kto lubi dziecko " by nie stało się zbrodniarzem. Także dorosłym pomóc może poznanie człowieka oświeconego, przyjaznego. Kafka miał bardzo ciężkie dzieciństwo, ale w wieku dojrzewania nawiązał serdeczny kontakt z siostrą, która go kochała, rozumiała, popierała. Dlatego nie stał się zbrodniarzem. Ale umarł na gruźlicę w wieku 40 lat. Dlaczego?

" Chce Pani powiedzieć, że gruźlica to autoagresywna choroba?

" Prawdopodobnie tak było w tym przypadku. Milena, jego przyjaciółka w ostatnich latach życia, go rozumiała, ale to go nie uratowało, co mnie dziwi. Może dlatego, że nie wystarczy rozumieć obecnie życia, trzeba zrozumieć, co się stało w dzieciństwie. Kafka napisał do ojca list, w którym opisywał swoje cierpienia (drukowany pośmiertnie), i błagał matkę, by go ojcu przekazała, sam nie miał odwagi. Matka nigdy tego nie zrobiła. To znaczy, że cierpienie syna jej nie interesowało.

Ojciec Dostojewskiego był okrutny, zabijał poddanych. Ale matka go bardzo kochała. Dostojewski nie stał się zbrodniarzem, miał za to epilepsję.

Świadek może pomóc, sprawić, że dziecko stanie się artystą, poetą, pisarzem. Żeby jednak naprawdę wyzdrowiało, musi przy czyimś wsparciu przypomnieć sobie wyparte doświadczenia z dzieciństwa, uprzytomnić sobie, jaką krzywdę mu zadano. Świadków poznanych w okresie dorosłości nazywam świadkami oświeconymi i piszę swoje książki w nadziei, że ta grupa się poszerzy. Kierowana tą samą nadzieją daję też Pani ten wywiad.

Stopniowo coraz lepiej

" Pani słowa są bardzo ważne w Polsce, gdzie poseł partii chrześcijańskiej publicznie chwali się, że bije własne dziecko, a w telewizji ktoś opowiada z przekonaniem, że sam był bity i wyrósł na porządnego człowieka, więc tak też wychowuje córkę. Ale czy przeczytanie książki lub wywiad może pomóc, skoro dziecięce przeżycia są zepchnięte głęboko w podświadomość?

" Tak. Kiedyś w Londynie przyszedł do mnie po wywiadzie czarny student i powiedział, że był maltretowany fizycznie i seksualnie. zapytałam, skąd to wie, bo bardzo często dzieci wypierają takie przeżycia. On się dowiedział o tym z moich książek, wcześniej wzrastał w przekonaniu, że to, co z nim robiono, mieściło się w naturalnym porządku świata.

" Wiek XX, wiek Holocaustu, to wiek wyjątkowo okrutny, a przecież dzieci cywilizacji zachodniej traktowano generalnie lepiej niż w poprzednich wiekach.

" Naprawdę Pani uważa, że dzieci były wychowywane w trosce i szacunku?

" Nie wszystkie, ale jednak nie tak okrutnie jak wcześniej. O metodach stosowanych w XVIII wieku można przeczytać w książce "Czarna pedagogika", na którą się Pani powołuje. Potem było stopniowo coraz lepiej. Bunt lat 60 obrodził w społeczeństwie amerykańskim i zachodnim liberalnymi metodami wychowawczymi, relacje zaczęto opierać na miłości, a nie na posłuszeństwie.

" Często myli się zaniedbanie z wolnością. Wiele dzieci zostało wtedy zaniedbanych.

" Ale też spora jest liczba dorosłych wychowanych na podręcznikach dobrodusznego, permisywnego Spocka. Czy świat stał się od tego lepszy?

" Dzieci wychowane z szacunkiem nie pójdą zabijać mniejszości narodowych, o tym mogę zapewnić. W Niemczech metody wychowawcze bardzo się zmieniły i odmieniło to społeczeństwo. uważa, że największy wpływ wywarli Amerykanie stacjonujący tam od wojny. Oni pokazywali inny styl, rozbijali utarte poglądy.

Miałam w Niemczech pacjentkę, której matka była nazistką. Jechała z nią zaraz po wojnie pociągiem, czarny Amerykanin chciał dać dziewczynce czekoladkę, matka zabroniła ją przyjąć. Powtarzała: "Jak mogła zwyciężyć armia, której oficerowie trzymają nogi na stole". Niemcy byli przekonani, że tylko surowe wychowanie pozwoli wygrać wojnę, a następne pokolenie już nie miało powodu w to wierzyć.

We wszystkich swoich książkach Alice Miller powtarza, że zawsze jest adwokatem dziecka, które widzi w pacjencie. W książce "Pamięć wyzwolona. Jak przerwać łańcuch toksycznego dziedzictwa" zarzuca dorosłym, że wykorzystują dziecko jako zbiorniki niechcianych emocji, protezy zaburzonego poczucia wartości, przedmiot władzy i przyjemności. Freudowi zarzuca, że przypisuje dziecku instynkty: seksualne i agresji, oskarżył bezbronne dziecko, a stanął w obronie dzierżących władzę rodziców. W książce "Dramat udanego dziecka. Studia nad powrotem do prawdziwego Ja" rodzicom przypisuje odpowiedzialność za perwersje seksualne dzieci, ich nerwice natręctw, alkoholizm czy depresje.

" Czy to nie okrucieństwo " pytam " oskarżanie rodziców, którzy przecież strasznie cierpią, widząc, co dzieje się z ich dziećmi chorymi na anoreksję czy depresję?

" A Pani naprawdę sądzi, że decydują złe geny?

" Sądzę, że choroba psychiczna może być skutkiem defektu mózgu. Morderca może mieć wrodzone zaburzenia mózgu, które powodują, że nie czuje empatii, nie jest w stanie wyobrazić sobie, co dzieje się z drugim człowiekiem.

" Przychodzimy na świat z jakimiś skłonnościami, talentami, mamy też za sobą historię dziewięciu miesięcy, ale to, co się dzieje z nami dalej, zależy od środowiska, czyli na początki " od rodziców. Ja im chcę pomóc, a nie oskarżać. Próbuję ich informować, żeby im dać szansę. Tylko muszę przejść przez ból ujawnienia tego, co sami przeżyli w dzieciństwie, i co oddają swoim dzieciom. To mają mi za złe.

" Znam rodzinę, gdzie ojciec ostro bił dzieci, powtarzając przy tym, że "prawdziwy mężczyzna nie płacze". Jeden syn został wybitnym działaczem społecznym, drugi alkoholikiem. Nie chcę przez to powiedzieć, że należy bić dzieci, żeby produkować działaczy społecznych, tylko że losy bitych dzieci nie są może aż tak przesądzone.

" Wrodzone talenty mogą tu grać dużą rolę.

" Ameryka żyje sprawą masakry dokonanej przez dwóch uczniów w Littleton. Obaj pochodzili podobno z rodzin liberalnych, otwartych, szanujących podmiotowość dziecka.

" To nieprawda. Śledzę tę sprawę w Internecie. Tam jest głęboka patologia. To rodzice twierdzą, że wszystko było u nich w porządku. Jak oni mogą tak mówić, skoro jeden z tych chłopców opowiadał, że chce wybić całe miasto? Jak rodzicie mogą nie słyszeć, co mówi ich dziecko?

" Czy jest Pani za penalizacją bicia dzieci?

" Stanowczo tak.

W furii i na zimno

Po rozmowie z Alicją Miller byłam umówiona na kolację w gronie przyjaciół. Zaczęłam rozmowę o biciu. W gronie czterech osób byłam jedyną, która nie była bita jako dziecko. Moją przyjaciółkę biła matka. Znam ja, charakterna pani, ale w dobrym stylu dystyngowanej damy.

" Tłukła mnie z furią, z całej siły, za drobne przewinienia, za spóźnienie, pyskowanie, a potem obiecywała prezenty, kupowała mi nowe sukienki. Do tej pory, jak mama mówi, że mi coś kupi w prezencie, to cała sztywnieję.

Przyjaciółka uderzyła swojego syna tylko raz w złości. On jej to do tej pory przypomina i ona do tej pory to rozpamiętuje.

Gdy podsumowałam: "Troje bitych dzieci na czworo", znajomi zaczęli się wycofywać. "Nie, nie, ja po prostu dostawałem jakieś klapsy " powiedział ten, który chwilę wcześniej przyznał, że spuszczano mu lanie pasem. A drugi próbował mnie przekonać, że był lepiej bity, bo nie w furii, ale następnego dnia, na spokojnie. Powiedziałam, że zdaniem Alice Miller właśnie takie biecie sieje największe spustoszenie w psychice dziecka, bo żeby przyjąć obraz sprawiedliwie karzącego ojca, musi ono zatracić kontakt ze swoim bólem i gniewem. " To prawda " wyznał " pamiętam te noce przerażenia i od rana oczekiwanie na głos ojca: "Marku, proszę cię na chwilę do mnie". Chwilę potem Marek dodaje, że przecież nie da się chować dzieci (ma ich dwoje) bez klapsów. Gdy oponuję, pyta: " I nigdy nie masz ochoty przylać swoim dzieciom? Odpowiadam przecząco, a on patrzy na mnie z niedowierzaniem.

KLAPS TO PONIŻENIE LUDZKIEJ ISTOTY

Alice Miller

Liczne badania dowiodły, że wprawdzie kary fizyczne wymuszają zrazu na dziecku posłuszeństwo, ale jeśli w porę nie przyjdą mu z pomocą uświadomieni ludzie, powodują później ciężkie zaburzenia charakteru i zachowań. nauczyli się zatem za młodu czcić okrucieństwo, a potem znajdowali usprawiedliwienie dla wymordowania milionów ludzi. A inne miliony ludzie, także wychowywanych w warunkach przemocy, w tym im pomagały.

Kiedy w 1977 roku miano wprowadzić w Szwecji zakaz bicia dzieci, 70 procent ankietowanych obywateli wypowiedziało się przeciw takiej ustawie. W 1997 roku było jej już przeciwnych tylko 10 procent. Liczby te wskazują, jak bardzo się zmieniła społeczna mentalność w ciąg dwudziestu lat. Nowy przepis prawny mógł wreszcie położyć kres temu zgubnemu obyczajowi.

Nie wolno już dłużej uznawać, że to dobre prawo rodziców, by mogli wyładowywać na swoich dzieciach własne nagromadzone afekty. Często jeszcze bronimy poglądu, że łagodna kara cielesna w postaci klapsów jest czymś nieszkodliwym, bo od małego wpojono nam to przekonanie, tak samo jak niegdyś wpojono je naszym rodzicom. Pomagało ono bitym dzieciom łatwiej znosić doznany ból. Ale właśnie rozpowszechnienie tego poglądu okazuje się szczególnie szkodliwe, gdyż prowadzi do tego, że w każdym pokoleniu biciem upokarza się ludzi, którzy uważają to za całkiem normalne i uprawnione.

Planowany na terenie całej Europy zakaz kar cielesnych przewiduje nie tylko stosowanie sankcji karnych wobec rodziców, ile ich pouczenie i udzielenie im wsparcia. Sąd mógłby zobowiązać rodziców, którzy wykroczyli przeciw temu prawu, do zapoznania się ze skutkami kar cielesnych. Należy jak najszerzej rozpowszechniać znajomość zgubnych skutków "niewinnych klapsów", gdyż nieświadome, bezmyślne wychowywanie do stosowania przemocy rozpoczyna się bardzo wcześnie i często wywiera skutki na całe życie. A skutki te mogą decydować o przyszłości całego społeczeństwa."

Gazeta Wyborcza z dn. 29/30 maja, 1999
Art.54 Każdemu zapewnia się wolno¶ć wyrażania swoich pogl±dów...

Hrymr

 
gazeta wyborcza. I wszystko jasne.
Bzdury takie, że słów szkoda. Ci cali psychologowie od dzieci to podejrzany element. Rodzice sami wiedzą jak dziecko wychować. Mają to w instynkcie, którego na szczęście żaden lewacki szajs nie wypleni. Szwecja to marny przykład, bo dzieją się tam rzeczy wołające o pomstę do nieba. Nie wiem tylko jaki interes ma pierwszy szkodnik Polski (Michnik) w publikowaniu tego szajstwa.
Stefani, utwierdź mnie w przekonaniu lub je wreszcie obal. Czy Ty wyznajesz "lewactwo"?
http://hrymr.salon24.pl/

stefani

 
Hrymr:
Bzdury takie, że słów szkoda. Ci cali psychologowie od dzieci to podejrzany element.

Zatem udowodnij to, jeśli potrafisz.

Twoje opinie naprzeciw pracy naukowej psychologa światowej sławy? Hmm...

.
.

Pani A. Miller nie jest żadnej opcji politycznej, dodam jeszcze, że jest naszą rodaczką.

Jest wszechstronnie wykształcona (doktoraty z filozofii, psychologii, socjologii), choć jej prace rozmijają się z oficjalną postawą nauki w pewnych kwestiach (np. Freud).

Ostatnio wpadły w ręce jej książki - polecam szczególnie pozycję "Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii".

Tobie Hrymr również, a nawet przede wszystkim

Bo widać, że żadnej z książek A. Miller nie miałeś w ręku skoro nie zauważyłeś, że artykuł zamieszczony w Gazecie Wyborczej jest streszczeniem tej właśnie pozycji.



Zmieniony przez - stefani w dniu 2009-08-22 12:16:04
Art.54 Każdemu zapewnia się wolno¶ć wyrażania swoich pogl±dów...

Hrymr

 
Oczywiście, że nie miałem. BTW, ja pytałem o Twoje skłonności polityczne. Co do światowej sławy kogokolwiek...
Może nie światowej, ale na pewno ogólnopolskiej sławy był Samson. Możesz mi nie wierzyć, ale na wiele lat przed skandalem, kiedy jeszcze oglądałem TV a kiedy Samson występował w Polsacie, ja mówiłem, że "wypowiedzi tego gościa świadczą o tym, że coś z nim jest nie tak i że nie byłbym zaskoczony jakby okazało się, że to pedofil". Po kilku latach wyszło.
Drugą sławą bardziej pasującą do tematu jest Benjamin Spock, który wycofał się z własnej koncepcji "bezstresowego wychowania".
Widzisz, to że ktoś jest uznany za sławę nie znaczy, że ma rację. Ja jestem przeciwnikiem eksperymentowania na dzieciach, bo jest to zgubne, czego dowodów mamy dookoła mnóstwo i już tylko przez litość nie będę rozwodził się nad konsekwencjami lewackiej polityki wobec dzieci i młodzieży.
Ponadto ja nie uważam, że Wyborcza kłamie zawsze. Uważam, że kłamie często a jeszcze częściej posługuje wyrwanymi z kontekstu fragmentami tekstu po to, by uzyskać pewną określoną reakcję. Kiedy ludzie przestaną kupować tego śmiecia, to i tak nie upadnie i będzie produkowany, na tej samej zasadzie jak książki Michnika.
Wracając do meritum. Gdybyś znała mnie osobiście na pewno nie podejrzewałabyś mnie o tyranię. Po prostu mocno stoję na swojej pozycji, bo puki co jestem jej pewny. Zwłaszcza jeżeli chodzi o lewactwo. Wybacz, ale wojowanie z lewactwem to można by rzec moja tradycja pokoleniowa (choć dawniej nazywało się ono inaczej. np "banda chamów").
Ponadto, pomijając różnice zdań muszę powiedzieć, że podziwiam Twoją aktywność na forum i masz za to SOGa.
http://hrymr.salon24.pl/

freakout

 
Niestety w takich dziedzinach jak psychologia, socjologia i im pokrewne, przy pewnym stopniu zaangażowania ręcz niemożliwe jest subtelne nie ustosunkowanie się do którejś z opcji politycznych. Są to nauki bazujące na społeczeństwie, ale też i na jednostce, które są jednak przez jakiś wariant kreowane i jest on wdrażany w życie. Obiektywność szczególnie w tematach ogólno społecznych, szczególnie w tych konkretnych dziedzinach praktycznie nie istnieje.
Potęga http://www.youtube.com/watch?v=kGRAL8pvP2Q Spokój http://www.youtube.com/watch?v=3ayz2QV4Pas

stefani

 
ALICE MILLER nie promuje skrajności w postaci bezstresowego wychowania, nawet o tym pisała w jednej ze swoich książek. Zaleca miłość, szacunek i żelazną konsekwencję zamiast klapsów.

Dodam jeszcze, że pani Alice Miller jest już grubo po osiemdziesiątce, także jej postawa (również moralno-etyczna) jest już znana - a była i jest nienaganna.

Poboczne wątki nie związane z jej twórczością nie dotyczą tego tematu, ale również muszę wyznać, że Samson nie wzbudzał mojego zaufania. Od początku.


Hrymr:
Pozycja A. Miller "Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii" wskazuje na przyczyny powstania ukrytych pokładów agresji w ludziach, które później każą szukać "wirtualnych wrogów", bo muszą w końcu znaleźć ujście.

Polecam lekturę - bez podtekstów

Jest to dość nowatorskie spojrzenie na kwestię wychowania dzieci, które jak wiadomo są przyszłością społeczeństwa.

Przy okazji bardzo ciekawie tłumaczy większą podatność niektórych narodów na takie idee jak np. faszyzm, czy komunizm.
.
PS. Hrymr, dzięki za SOGa, za to, że stać Cię na obiektywizm, masz też ode mnie w rewanżu



Zmieniony przez - stefani w dniu 2009-08-22 13:45:30
Art.54 Każdemu zapewnia się wolno¶ć wyrażania swoich pogl±dów...

stefani

 
Alice Miller odpowiada na pytanie - Skąd wyrasta przemoc?


Od paru lat mamy już dowody na to, że niszczące skutki traumatycznych przeżyć z dzieciństwa wiążą się z kosztami, których nie można uniknąć, a które musi płacić społeczeństwo. Wciąż jednak nie wolno nam przyznać się, jaka jest skala tego zjawiska.

Ta wiedza dotyczy dosłownie każdego z nas i - gdyby była rozpowszechniana dostatecznie szeroko - musiałaby prowadzić do fundamentalnych zmian społecznych, przede wszystkim do zatrzymania ślepej eskalacji przemocy. Dalej rozwijam tę myśl w dwunastu punktach.
.
.
.
1. Wszystkie dzieci rodzą się po to, aby rosnąć i rozwijać się, aby żyć i kochać, wyrażać swoje myśli i uczucia oraz chronić siebie.

.
2. Do swego rozwoju dzieci potrzebują szacunku i ochrony dorosłych, traktujących ich serio, kochających i gotowych do rzetelnej pomocy - aby mogły stać się zdolne do poruszania się w świecie.

.
3. Kiedy te żywotne potrzeby pozostaną niezaspokojone, a zamiast tego dzieci służą dorosłym do zaspokajania ich potrzeb - są wykorzystywane, bite, karane, nadużywa się ich i manipuluje nimi, są zaniedbywane i oszukiwane - i żaden świadek się temu nie przeciwstawi, to taka sytuacja trwale narusza ich integralność.

.
4. Normalną reakcją na krzywdę powinny być złość i cierpienie, ponieważ jednak dzieciom w tak raniącym środowisku nie wolno wyrażać swojej złości, a nie da się znieść takiego bólu w pełnej samotności, są one zmuszone tłumić swoje uczucia, wypierać wszystkie bolesne wspomnienia i idealizować krzywdzicieli. Później nie będą pamiętały krzywd, jakie im wyrządzono.

.
5. Oddzielone od swojej pierwotnej przyczyny, przeżywane przez dzieci uczucia złości, beznadziejności, rozpaczy, tęsknoty, lęku i bólu znajdą w przyszłości ujście w destrukcyjnych działaniach wymierzonych w innych ludzi (przestępstwa, masowe morderstwa) lub w siebie samych (narkomania, alkoholizm, prostytucja, zaburzenia psychiczne, samobójstwa).

.
6. Jeżeli taki człowiek zostanie rodzicem, będzie często akty zemsty za złe traktowanie w dzieciństwie kierował przeciwko własnym dzieciom, z których zrobi kozły ofiarne. Nadal w naszym społeczeństwie krzywdzenie dzieci- jeśli się je uważa za wychowywanie - jest akceptowane, a nawet poważane. Tragedia polega na tym, że rodzice biją swoje dzieci, aby uniknąć uczuć, których źródłem jest to, jak sami byli traktowani przez swoich rodziców.

.
7. Jeśli krzywdzone dziecko ma nie zostać przestępcą albo pacjentem psychiatrycznym, najważniejsze jest, aby przynajmniej raz w życiu zetknęło się z kimś, kto wie i nie ma żadnych wątpliwości, że to otoczenie jest winne, a nie bezradne bite dziecko. W tym sensie od poziomu wiedzy lub ignorancji w społeczeństwie zależy to, czy jego życie zostanie uratowane, czy zniszczone. To wielka szansa dla krewnych, pracowników socjalnych, terapeutów, nauczycieli, lekarzy, psychiatrów, urzędników i pielęgniarek - wspierać dziecko i wierzyć mu.

.
8. Dotychczas społeczeństwo chroniło dorosłych i obwiniało ofiarę. Było współwinne w swojej ślepocie, usprawiedliwianej przez różne teorie, wciąż trzymając się zasad pedagogicznych pradziadków, zgodnie z którymi dzieci są postrzegane jako przebiegłe i złośliwe istoty, opanowane przez złe skłonności, które wymyślają kłamstwa i atakują swoich niewinnych rodziców albo pożądają ich seksualnie. Tymczasem w rzeczywistości dzie ci mają skłonność do obwiniania siebie za okrucieństwo rodziców i rozgrzeszania tych, których mimo wszystko kochają i całkowicie zwalniają od odpowiedzialności.

.
9. Od jakiegoś czasu można już dzięki nowym metodom terapii udowodnić, że wyparte traumatyczne przeżycia z dzieciństwa zapisują się w ciele i poprzez nieświadomą część naszej psychiki wywierają wpływ w dorosłym życiu. Wiemy już, że nawet niemowlę od pierwszych chwil swego życia reaguje zarówno na czułość, jak i na okrucieństwo, i że się ich uczy od samego początku.

.
10. W świetle naszej najnowszej wiedzy, kiedy urazy z dzieciństwa już nie muszą pozostawać pod osłoną ciemności, nawet najbardziej absurdalne zachowania odsłaniają swoją dotąd ukrytą logikę.

.
11. Nasze uwrażliwienie na okrucieństwo, z jakim traktuje się dzieci - okrucieństwo, któremu dotychczas powszechnie zaprzeczano - i na jego skutki już niedługo doprowadzi do tego, że przekazywanie przemocy z pokolenia na pokolenie zostanie przerwane.

.
12. Osoby, których integralność nie została naruszona w dzieciństwie, które były chronione, szanowane przez rodziców i z którymi postępowali oni uczciwie, będą - zarówno w młodości, jak i w dorosłości - inteligentne, wrażliwe, współczujące, otwarte. Będą cieszyć się życiem i nie będą mieć żadnej potrzeby zabijania czy choćby krzywdzenia innych ani siebie. Tacy ludzie będą korzystać ze swojej siły, żeby się bronić, a nie żeby atakować. Nie będą w stanie robić nic innego, jak szanować i chronić słabszych od siebie, również dzieci, ponieważ tego nauczyli się z własnego doświadczenia i ponieważ taka wiedza (a nie doznane okrucieństwa) gromadziła się w nich od początku. Dla nich będzie czymś niepojętym, że poprzednie pokolenia musiały zbudować gigantyczny przemysł wojenny, aby poczuć się wygodnie i bezpiecznie na tym świecie. A ponieważ nie będzie nimi podświadomie kierował impuls bronienia się przed zastraszeniem, którego doświadczyli bardzo wcześnie, będą radzić sobie z obawami i zagrożeniami w dorosłym życiu bardziej racjonalnie i twórczo.

[forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?PHPSESSID=8f86c78f6ab3937f2f07ab0c90389ca7&topic=912.0]


Zmieniony przez - stefani w dniu 2009-08-22 15:30:59
Art.54 Każdemu zapewnia się wolno¶ć wyrażania swoich pogl±dów...

stefani

 
Dlaczego jesteśmy ulegli? Źródła bierności wobec tyranii

Kimkolwiek są i jakkolwiek potworne są ich przestępstwa, w głębi każdego dyktatora, masowego mordercy czy terrorysty tkwi poniżone niegdyś przez opiekunów małe dziecko, które przeżyło tylko dzięki zupełnemu zaprzeczeniu doświadczanym przez siebie krzywdom, uczuciom i bezradności. Jednakże owo zaprzeczenie rodzi w ofiarach pustkę wewnętrzną. W efekcie większość z nich nigdy nie rozwija zdolności do normalnego, ludzkiego współczucia i dlatego nie ma żadnych skrupułów, lub tylko znikome, by niszczyć życie - innych lub własne, z noszoną w środku pustką.

W mojej opinii, jak i na podstawie moich badań nad historiami dzieciństwa najbardziej bezwzględnych dyktatorów jak Hitler, Stalin, Mao Tse Tung bądź Ceausescu, twierdzę, że terroryzm w ogóle, a w szczególności ostatnie, przerażające ataki na USA są makabrycznym lecz ścisłym odzwierciedleniem cierpienia, jakie pod szyldem dobrego wychowania spotyka miliony dzieci na świecie. Niestety, społeczeństwo udaje, że tego nie widzi. Horrory przemocy terrorystycznej możemy oglądać na ekranach telewizorów. Jednak domowe horrory, w jakich dorasta mnóstwo dzieci, bardzo rzadko są ukazywane w mediach. Dlatego też większość ludzi pozbawiona jest informacji o głównym źródle nienawiści na świecie. Publicznie spekuluje się na temat politycznych, religijnych, ekonomicznych czy kulturowych przyczyn przemocy, jednak spekulacje te błądzą w mroku, ponieważ jej główny powód wciąż pozostaje ukryty: stłumienie i następujące po nim zaprzeczanie wczesnodziecięcej, prawomocnej wściekłości, które przeradza się w nienawiść napędzającą rozliczne ideologie.

Na całym świecie i bez względu na czasy - w Serbii, Rwandzie czy Afganistanie - nienawiść pozostaje nienawiścią, a wściekłość wściekłością. Emocje te są zawsze pokłosiem bardzo silnych uczuć, jakimi reagowaliśmy na zranienia i krzywdy doznawane w dzieciństwie oraz normalnych reakcji naszego ciała, któremu zabroniono bezpiecznej ekspresji siebie. Nikt nie przychodzi na świat z pragnieniem niszczenia i śmierci. Każdy noworodek, niezależnie od kultury, religii czy pochodzenia etnicznego potrzebuje bezwarunkowej miłości, ochrony, troski i szacunku. Takie są jego biologicznie założenia. Jeśli zaznaje maltretowania wskutek okrutnych metod wychowania, rozwinie w sobie bardzo silną nienawiść i pragnienie zemsty. Będzie parł do niszczenia innych lub samego siebie (lub obie opcje na raz), ale zawsze będzie to wynik jego wczesnej historii życia, a nigdy wrodzonych wad czy genów. Teorie o destruktywnych genach są współczesną wersją bajek o "diabelskim nasieniu" sugerujących istnienie złych ze swej natury dzieci, które muszą być karane i bite, żeby były miłe i grzeczne.
()
Wszystkimi możliwymi sposobami musimy rozpowszechniać te wiedzę - wiedzę, że przez poniżanie i wykorzystywanie naszych małych dzieci nieuchronnie tworzymy i użyźniamy glebę, z której wyrasta przemoc i śmierć.

Nowe prawo, chroniące niemowlęta przed przemocą domową, jak to, którego wprowadzenie w Szwecji znacznie zmniejszyło przestępczość w tym kraju, przyniesie bez wątpienia zasadnicze zmiany w każdym społeczeństwie - jeśli nie natychmiast, to w ciągu 20 lat, kiedy dorosną nigdy nie krzywdzone dzieci, które nie będą zainteresowane przemocą i wywoływaniem wojen.

Alice Miller (2001) "Źródło horroru w kołysce"

Czy w tej sytuacji możemy się dziwić, że podobnie wygląda sytuacja społeczeństwa, całkowicie poddanego władzy polityków i dążącego - niczym Wielki Brat - do totalitarnej kontroli nad obywatelami systemu państwowego?

Przez krótką chwilę cieszyliśmy się humanitarnymi prawami obywatelskimi, nota bene permanentnie łamanymi, a przynajmniej zagrożonymi przez różnego rodzaju władze, lecz już coraz bardziej widoczna staje się tendencja do wprowadzania wręcz totalitarnego systemu kontroli. Jeszcze krócej z humanitarnych praw cieszą się dzieci, którym (z wielkimi oporami) przyznano prawo do życia bez bicia dopiero w latach 80. XX wieku, i to tylko w nielicznych krajach. Te przywileje są tak kruche, że w każdej chwili możemy je utracić na rzecz stale czającej się gdzieś w mroku tyranii.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tyrania wciąż się odradza?

Kończymy kolejną z niezliczonych, krwawych wojen, zamykamy w więzieniach nielicznych zbrodniarzy wojennych, którzy byli na tyle głupi, że dali się złapać lub zostali rzuceni na pożarcie przez swoich mocodawców i naiwnie się cieszymy, że wreszcie nastał pokój i że wreszcie będzie można żyć w harmonii. Czasem ktoś rzuci pytanie, jak to w ogóle jest możliwe, że ci wszyscy sympatyczni i uroczy sąsiedzi, od dziesięcioleci zgodnie współżyjący na danym terenie, mogli w jednej chwili zamienić się w dzikie, krwiożercze, przerażające bestie, ale nie potrafimy znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi ani sposobu zaradzeniu złu.

Problem polega na tym, że zawsze dostrzegamy i próbujemy leczyć objawy zamiast poszukać przyczyn i je usunąć. Dopóki nie dobierzemy się do korzeni zła i nienawiści, nie osiągniemy niczego.

Nie jest prawdą, że człowiek jest zły z samej swojej natury i że nic nie można na to zaradzić. Psychoterapeutka Alice Miller już wystarczająco dawno odkryła i ogłosiła światu, jakie są prawdziwe przyczyny ludzkiego okrucieństwa i co należy zrobić, by położyć temu kres. Kolejne bombardowania "złych krajów" ani zamykanie okrutników w więzieniach nie zmienią sytuacji.

Zmienić należy system rodzinny, bo przyczyny zła lęgną się właśnie w domu rodzinnym, a nie na poligonie.

Richard Dawkins twierdzi, że religie są źródłem wszelkiego zła, bo produkują terrorystów. W pewnym sensie ma rację, ale samo zlikwidowanie religii nic nie zmieni, dopóki nie zmieni się mentalność każdego z nas.

Zastanówmy się, jak i dlaczego religie (i nie tylko religie) to robią?

Nad ponad połową świata przejęły władzę dwie potężne religie monoteistyczne: chrześcijaństwo i islam i to właśnie z nich wywodzi się największa patologia społeczna. Cechą charakterystyczną tych religii jest mająca swe źródła w patriarchacie "hierarchia dziobania".

System patriarchalny zaczyna się od boga-ojca, męskiego, straszliwego, mściwego, karzącego, władającego piekłem i wieczystymi karami, siedzącego na samym szczycie i dziobiącego wszystkich, którzy są niżej i którzy są słabsi. Starotestamentowy bóg bezlitośnie poniewiera wszystkimi, którzy nie są bogiem. Pod bogiem jest ojciec, męska "głowa rodziny", który dziobie żonę i dzieci. U boku ojca siedzi matka, która jest dziobana przez ojca, ale może na równi z nim dziobać dzieci i innych słabszych od siebie. Rodzice nie dziobią swoich rodziców, bo chroni ich IV przykazanie. Dzieci mogą skopać psa lub słabszego (siostrę/brata, kolegę, inwalidę).

Ojciec bywa dziobany przez swojego szefa, policjanta, polityka ale raczej stara się to ukrywać przed rodziną i znajomymi.

Taka piramida rodzi frustrację we wszystkich, może z wyjątkiem boga, który jest poza zasięgiem dziobów i dziobania.

Tak jak bóg jest terroryzujący i karzący, tak i rodzice, a szczególnie ojciec, mają władzę i uprawnienia, żeby tyranizować, upokarzać i zamieniać w piekło życie dzieci i podobnie jak bóg jest bezkarny, tak i oni mają społeczne przyzwolenie na okrucieństwo. "Sprawa rodzinna": to hasło do niedawna uniemożliwiało wszelką interwencję policji, gdy sąsiedzi donosili, że w mieszkaniu obok dochodzi do przemocy. Bity dorosły, gdy został napadnięty w domu lub na ulicy, miał prawo wezwać policję, ale maltretowana żona i dzieci zostały tego prawa całkowicie pozbawione.

Bicie w rodzinie przez wieki było "świętą krową", która nie podlegała żadnym uregulowaniom prawnym. Politycy i policjanci również byli bici jako dzieci, uważali więc, że to jest normalne i że tak musi wyglądać życie rodzinne. Nie tylko uważali to za normalne, ale wręcz za konieczne, gdyż, jak wierzyli, bez bicia nie da się wychować dziecka na porządnego człowieka.

Bite dziecko nie miało żadnych praw. Przede wszystkim nie miało prawa do protestu, a okazywanie złości była zbrodnią karaną szczególnie surowo. Złość została uznana za najgorszą rzecz, jaka istnieje na świecie. Inną powinnością dziecka było bezwarunkowe wybaczanie. Rodzic mógł przekroczyć wszelkie granice okrucieństwa, ale nigdy nie był uznany za złego. Złe - i przez wszystkich potępiane - było dziecko, jeśli okazało złość, a szczególnie, jeśli nie wybaczyło (i nie wyparło z pamięci) tego, co mu zrobili rodzice.

Bycie na dole "hierarchii dziobania" wiąże się też z koniecznością odstępowania wszelkich przywilejów tym, którzy byli wyżej, na przykład nielubianej cioci, która przyszła z wizytą. Gdy ciocia wkraczała w drzwi następował koniec rozwalania się w ulubionym fotelu lub na kanapie, oglądania telewizji w salonie, słuchania radia lub innych, radosnych harców. Trzeba było dla cioci zwolnić wygodny i ulubiony mebel, wyłączyć telewizor i usiąść cicho a kącie. Sprzeciw lub jakikolwiek przejaw niegrzeczności wobec cioci był traktowany jak zbrodnia i jeśli kara nie została wymierzona od razu, można było być pewnym, że i tak będzie nieuchronna.

Wychowywanie dzieci w naszej cywilizacji przypomina raczej pełną przemocy i okrucieństwa tresurę. "Dobrze wychowane" dziecko reaguje na dyskretne spojrzenie rodzica, bo wie, że jeśli nie zrobi tego, czego się od niego oczekuje, spadną na nie gromy. A rodzic jest dumny ze swoich sukcesów wychowawczych, więc chwali się w towarzystwie, jaką to ma grzeczną córeczkę - wystarczy jedno spojrzenie i ona już wie, że zrobiła coś nie tak.

Inną metodą jest zawstydzanie. Matka wprost "płonie ze wstydu" lub "zapada się pod ziemię" z zażenowania, po czym cała w pąsach przeprasza wszystkich, że ma tak niewychowanego bachora, który ją kompromituje.

Szczytem okrucieństwa są kary cielesne, wręcz zalecane przez Biblię i dawne podręczniki dla rodziców. Większość z nas doświadczyła takiego traktowania, czy można się więc dziwić, że ustępujemy, wycofujemy się i nie bronimy swoich nawet najoczywistszych praw? Jak możemy zachowywać się asertywnie, gdy każdy sprzeciw, nawet najbardziej uzasadniony, traktowany był jak zbrodnia i natychmiast karany biciem, upokarzaniem i zawstydzaniem?

Skutki tego są tragiczne. Nawyk ustępowania "silniejszemu" staje się automatycznym odruchem, więc nawet nie zauważamy, kiedy robimy bez szemrania wszystko, co władze nam każą.

Ludzie robią dobrą minę do złej gry, zakłamując samych siebie, że mieli cudownych rodziców i bajkowo szczęśliwe dzieciństwo, że są silni, pewni siebie i asertywni, ale niewyrażona złość i skrywane poczucie upokorzenia tlą się pod spodem, gotowe wybuchnąć w każdej chwili w niekontrolowany sposób. Czasem atakujemy bez powodu - bo się nam zdawało, że ktoś krzywo patrzy albo miał coś na myśli. Zamiast spytać, czy rzeczywiście i wyjaśnić nieporozumienie w sposób cywilizowany, skaczemy sobie do oczu wykrzykując urojone zarzuty. Wystarczy komuś delikatnie zwrócić uwagę na jakiś błąd lub niedoskonałość, żeby ten skoczył krytykującemu do gardła niczym harpia i totalnie zmieszał go z błotem. Nie raz doznałam wręcz szoku, gdy różne osoby, które nierzadko miałam za przyjaciół, rzucały się na mnie z dziką furią, po czym wychodziły trzaskając drzwiami lub przestawały się do mnie odzywać. Uraziłam w jakiś sposób czuły punkt tych ludzi, nie mając o tym nawet pojęcia.

Nic więc dziwnego, że między ludźmi stale wybuchają wojny. Od małych wojenek w domu i pracy (trzeba przecież ustalić "hierarchię dziobania"), poprzez wojny w parlamencie, aż do wojen światowych. Gdzieś przecież trzeba tę złość wyładować. Najlepiej znaleźć kozła ofiarnego: jakiś naród, który jest "gorszy", "niewłaściwą" religię, niesłuszną ideę, którą trzeba zetrzeć z powierzchni ziemi lub cokolwiek innego, co usprawiedliwi agresję i nienawiść. Skoro nie możemy zemścić się na naszych rodzicielskich oprawcach musimy znaleźć obiekt zastępczy, na który skierujemy całą swoją skumulowaną przez długie lata i niewyrażoną złość oraz frustrację.

Jeśli nie zrobimy czegoś ze swoją złością będziemy chorować. Stłumiona i niewyrażona złość przejawia się w postaci różnych stanów zapalnych, np. gardła, jeśli nie wolno nam było "pyskować" i musieliśmy w milczeniu wysłuchiwać pełnych wściekłości rodzicielskich tyrad lub zapalenia nerwów, gdy w rodzinie zupełnie brakowało wzajemnego porozumienia. Co wiec zrobić z tymi "złymi" emocjami? Na pewno nie należy ich w sobie dusić. Ale to jest temat na osobną notkę.

[astromaria.wordpress.com/2009/03/22/dlaczego-jestesmy-ulegli-zrodla-biernosci-wobec-tyranii/]
Art.54 Każdemu zapewnia się wolno¶ć wyrażania swoich pogl±dów...

Siewcaplew

 
Czuję dziwny ale znany zapach dymu..
Czuję pokusę schematycznego, (czytaj: nieżyjącego ojca domu) który pragnie nowego porządku "jako w dole tak i jeszcze niżej"..

"Szwecja to marny przykład, bo dzieją się tam rzeczy wołające o pomstę do nieba."
Też to widzę i tylko zastanawiam się krótko... Dlaczego Szwedzi tak gniją?

Dla jednego dziecka pocałunek w czoło czy policzek jest
"molestowaniem" (w tym ponurym znaczeniu) dla innego ignorancja rodzica/rodziców jest kompleksogenne.

Myślę, że są o wiele bardziej uciążliwe przeszkody utrudniające odzyskanie zdrowia i szansy rozwoju, niż przypadki odsetku populacji.

Artykuł dobry, bo działa

Zmieniony przez - Siewcaplew w dniu 2009-10-15 08:17:12
...to wołanie zbiorowo¶ci o jedno¶ć. Ale czyj±?...

NanBeiDaXi

 
Przeczytałem tylko część pierwszego posta, resztę już sobie darowałem. Jak chodzi o wypociny żydów Freud`a i Jung`a, to można sobie od razu darować ten bełkot wg którego każdy został w dzieciństwie porządnie wymolestowany przez matkę i ojca, przez tego ostatniego nawet nierzadko wyruchany analnie. A nawet jeśli nie został, albo mu się tak tylko wydaje, to ma dziwny pociąg seksualny do matki albo do ojca albo do obojga... Żydowska perwersyjna psychologia zboczeń, która stała się podwaliną pod współczesne teorie o pedofilii itp.
Wg. obecnego stanu "walki z pedofilią" odbiera się dzieci ojcom którzy sfotografowali swoją 3-letnią córkę na naguska w kąpieli albo publicznie całowali w buźkę i policzek córkę 4-letnią na placu zabaw...

Tymczasem bardzo zataja się pewne znamienne fakty: w latach 80-tych było w USA parę spraw dotyczących rzekomego molestowania seksualnego dzieci przez rodziców, nawet w przerażającej, okrutnej formie satanistycznych "czarnych mszy" w których rzekomo gwałcono, torturowano i mordowano dzieci, a zgwałcone a niezamordowane dzieci były tego świadkami. Tylko, że w kilku procesach przed wtedy jeszcze zdaje się niezależnymi sądami w USA, dowiedziono, że zeznania rzekomych dziecięcych ofiar pod wpływem regresji hipnotycznej, były zupełnie sprzeczne ze stwierdzonym stanem faktycznym, np. ich oskarżani ojcowie znajdywali się wtedy zupełnie gdzie indziej itp. Wyszło w sumie na to, że jest jakaś warstwa w podświadomości która podaje zmanipulowane przez kogoś albo coś informacje albo w ogóle wszystko i tak jest jakąś iluzją, miszmaszem albo czym innym. Niemniej okazało się, że badania w stylu regresji hipnotycznej otwierają drzwi do takich czeluści świadomości, których nikt by się nie spodziewał...
Strony: 1 2 Następna »

ALICE MILLER inne spojrzenie na traktowanie dzieci