Ja byłam dzieckiem z ADHD.
Rzeczywiście rodzice, nauczyciele itp mieli ze mną niezłe problemy. Czego ja nie wyprawiałam?! Z opowieści babci wiem na przykład ,że w przedszkolu nie dawałam się innym dzieciom niczym pobawić bo im zabierałam zabawki ,o leżakowaniu nie było nawet mowy. Pożniej w podstawówce też nie potrafiłam usiedzieć w miejscu. Potrafiłam w środku lekcji poprostu sobie wyjść z klasy. Jednym z najgorszych co usłyszałam od babci było to ,że kiedyś na stołówce wyskoczyłam na stół i zaczełam niemiłosiernie wrzeszczeć, jak sie później okazało tylko dlatego ,że w zupie była kość

. Ale narobiłam wtedy wstydu kuzynce która juz miała 11-12 lat, wszyscy pytali się jej czy może wie co mi sie stało skoro jest moją kuzynką. Mimo wszystko byłam bardzo zdolnym dzieckiem,np. jak rozwiązywaliśmy zadania z matematyki pani zawsze mi dawała specjalnie trudniejsze zadania ale szybko je kończyłam i zaczynałam podpowiadać innym

. Co prawda niszczyłam zabawki ale często nie sprawiało mi najmniejszego problemu naprawienie tego co właśnie zepsułam.
Tak było w pierwszych latach przedszkole-podstawówka, do czasu aż nie zaczełam zauważać ,że inne dzieci nie chcą się ze mną bawić. Dokuczali mi bo ich cieszyło ,że zaczynam płakać. Szybko stałam się "kozłem ofiarnym" w klasie. Powoli z rozbykanego dziecka stawałam sie coraz spokojniejsza, już się nie popisywałam choć ciągle byłam bardzo inteligentnym dzieckiem. Jedyne co sprawiało mi problem to siedzenie nad książkami i uczenie sie czegoś na pamieć (do tej pory nie znam dokładnie tabliczki mnożenia ale nie przeszkadza mi to w podaniu dobrego wyniku, mam inne sposoby). Ciągle nie mam cierpliwości do uczenia się z książek. Jednak nawet bez tego uczyłam się i dalej sie uczę dość dobrze, nie jestem kujonem ale tylko z tego co zapamietam z lekcji mam 4 (w domu tylko zrobię zadanie domowe i już prawie nie zagladam do książki chyba ,że chcę coś sprawdzić czy dobrze zapamietałam). I ciągle nie potrzebuję prawie do niczego instrukcji obsługi bo sama odkrywam jak co działa.

.
Jakoś nigdy mnie nie pociągały narkotyki ani alkohol ale z ta depresją(a nawet próbami samobójczymi) to prawda, bylam w powaznej depresji w wieku 12-13 lat (jakbym miała dość odwagi to moze by już mnie nie bylo), wydaje mi sie jednak ,że to nie był bezpośredni skutek nieleczonego ADHD a tego jak zachowywało sie wobec mnie otoczenie.
Zdziwiło zdanie ,że "Tylko 20 proc. rozpoczyna studia wyższe, a 5 proc. kończy studia." Ja zamierzam iść na studia i miec wyższe wykształcenie tak jak moja mama. I nie widzę jakiś powodów żebym miała mniejsze szanse niż ludzie "zdrowi". Jedyne co moze okazać sie złym skutkiem ADHD w moim dorosłym życiu to to ,że (nie wiem jaki to moze mieć z tym związek ale...) choć mam już prawie 17 lat jeszcze nigdy się w nikim nie zakochałam, i chyba się nie zakocham. Nie mam zaufania do ludzi choć wiele ludzi jest gotowych mi zaufać, i ich nie zawiodę bo naprawdę można mi zaufać.
Co do genetycznego uwarunkowania ADHD nic mi nie wiadomo żeby przedemną jakikolwiek członek mojej rodziny był na to chory. Moze dlatego że wedy jeszcze nie znano czegoś takiego jak ADHD i nie potrafiono rozpoznać. Zresztą, to zdanie "Trzeba mieć chorego na nie przodka, aby samemu też zachorować" wydaje mi sie nieprawdopodobne bo to by znaczylo ,że tamten przodek też musiał mieć chorego przodka i tamten też a przecież jakoś się to musiało zacząć

. Prędzej sie zgodzę ,że niektóre geny mogą przyczynić się do ADHD ale nie sądzę zeby był jakiś gen ADHD dziedziczony po przodkach.
Mam nadzieję ,ze troche to przybliżyłam. Ludzie którzy byli w dzieciństwie chorzy na ADHD moga być normalnymi , dobrymi ludźmi.
A kumpel Vtserafin-a najwidoczniej należy do tych 60% chorych nastolatków (słowo "kumpel" mówi mi ,że to nastolatek, jak nie to jeszcze lepiej: 3% chorych dorosłych) u których jeszcze występują objawy. Rzeczywiście, objawy w życiu nastoletnim mogą zmienić przyszłość człowieka na gorsze. Ja miałam to szczeście ,że objawy szybko ustąpiły. Chyba powinnam dziękować dzieciakom z podwórka ,że przez nich się "opamiętałam" i stałam się normalnym spokojnym człowiekiem (no moze to akurat w nastoletnim życiu nie jest normalne, żadne dyskoteki, wypady z paczką, chłopcy - mnie nie interesują. Czy to źle?

.)